"Litr" dla początkującego motocyklisty? Nie warto próbować

Często wybór pierwszego lub kolejnego motocykla uzależniony jest od podziwu znajomych po jego zakupie, a nie od tego, czy kupujący będzie potrafił opanować maszynę. Jak mierzyć siły na zamiary przy wyborze motocykla, co wziąć pod uwagę i co pomaga w doskonaleniu umiejętności - o tym wszystkim porozmawiałam z Tomkiem Kulikiem, instruktorem motocyklowym.

fot. Arkadiusz Kuś

Co przyszły posiadacz motocykla powinien zrobić przed kupnem maszyny

Jeśli mamy zamiar kupić nowy motocykl, prosto z salonu, to warto skorzystać z jazd egzemplarzami demo, jakie coraz częściej proponują salony motocyklowe. Jeśli nie ma takiej możliwości, to cenna jest możliwość przejażdżki motocyklem znajomego, wnikliwe porównywanie parametrów wybranego modelu z modelami konkurencyjnymi, a także ze starszymi rocznikami, co pozwoli wychwycić różnice między wersjami tego samego modelu. Jednak sama lektura to zbyt mało – jazda próbna jest konieczna, by stwierdzić, czy dany motocykl nam pasuje, czy odpowiada naszym oczekiwaniom.

Co daje takie rozeznanie?

Spokojne przygotowanie się do zakupu motocykla za niemałe pieniądze, pozwoli łatwiej uniknąć złego ulokowania gotówki, której część przepadnie bezpowrotnie w chwili wyjazdu od sprzedawcy. Uczulam na opinie prezentowane na forach dyskusyjnych – poziom wielu wypowiedzi jest żenujący, a pewność siebie anonimowych piszących — zaskakujący. Jednak są miejsca w Internecie, gdzie informacje są znacznie lepszej jakości – grupy dyskusyjne konkretnych marek i modeli. Tam rzadziej spotykamy „gimlemingi motocyklowe”, piszące dla samego pisania.

Dlaczego dużo osób zaczyna od pojemności, z którą sobie nie radzą?

Wiele osób zaczyna od zbyt dużego motocykla z powodów dość dziwnych. Najczęstszym jest chęć sprawienia przyjemności kolegom, którym to ma się rzeczony motocykl podobać. Dla wielu osób najważniejsze jest, by kumple byli zadowoleni z zakupu, co jest paranoją. Brak asertywności, obawa o „szacun na dzielni” i przesadny optymizm, to najgłupsze — a częste — przyczyny wyboru maszyny „na wyrost”. Inna sprawa, że koledzy namawiający na maszynę nieadekwatną do możliwości delikwenta, to gamonie a nie kumple. Innym powodem jest bagatelizowanie wymagań, jakie stawia dany motocykl swojemu właścicielowi.

Jakie to wymagania?

Początkujący nie zdają sobie sprawy, że przeciętny motocykl ma silnik o mocy takiej, jak dwulitrowy samochód, ale w pięcio-sześciokrotnie mniejszej masie pojazdu! Jednak widzę pozytywny nurt — w sezonie 2013 miałem przyjemność opiekować się uczestnikami pikników, jakie dla swoich klientów organizował importer motocykli Honda. Jeździliśmy po torach w Radomiu i Toruniu, gdzie są doskonałe warunki do rekreacji. Okazało się, że połowa uczestników imprezy to posiadacze maszyn klasy 250–500 cm³, którzy na takim torze siedzieli na zadzie, jadących maszynami mocniejszymi dwu-trzykrotnie. Coraz więcej osób dostrzega sens w rozpoczynaniu przygody z motocyklami od modeli, które więcej wybaczają, dają wielką frajdę z jazdy, mimo skromnych – w porównaniu z „litrami” – osiągach. To cieszy.

Na zdjęciu mój rozmówca, Tomek Kulik

Dlaczego nie warto kupować maszyny o pojemności 1000 ccm na pierwszy motocykl? Dla kogo przeznaczone są takie maszyny?

Mówiąc o tzw. „litrze” nie mamy na myśli litrowego czopera czy innego pojazdu przeznaczonego do ładnego wyglądania. Mówiąc „litr”, mamy na myśli sportowy motocykl, o mocy 150 i więcej koni mechanicznych. Taka maszyna ma osiągi, o których początkujący nie zdaje sobie sprawy, choć sześćsetka o mocy 100 KM też bywa nie do opanowania po nieostrożnym, bądź niedouczonym początkującym. Prawdą też jest, że na motorowerze tak samo można się zabić, jeśli nie skręcimy na prawym zakręcie i wjedziemy w auto jadące z przeciwka. Niejeden początkujący motocyklista zaliczył kontakt z asfaltem na motocyklu o pojemności 125 ccm, bo zablokował koło podczas hamowania i złamał obojczyk.

Jednak to nie wszystko.

Owszem. Jest coś, nad czym nie ma dyskusji: prędkość, jaką osiągamy na drodze. Duży motocykl zapewnia nieporównywalnie większy komfort jazdy z prędkością niedozwoloną, niż maszyna klasy 250–500 ccm. Prędkość 160 km/h na „litrze” to jest spokojna jazda, bez drgań, a jeśli mamy owiewkę, to bez wiatru zrywającego nas z kanapy. Ta sama prędkość na CB500 to walka z naporem powietrza, drgania, dyskomfort wynikający z wysokich obrotów silnika, zmuszanego ciężkiej pracy – to wymusza skupienie uwagi na drodze, a na dłuższą metę — zniechęca. Natomiast duży, silny motocykl daje wspomniany komfort… Jednak droga hamowania rośnie do kwadratu prędkości, co powoduje że niedoświadczony motocyklista, uśpiony komfortem jazdy, nie jest w stanie się zatrzymać, ominąć przeszkody, pokonać zakrętu. To tak jak z przesiadką do zachodnich aut w latach ’90 – niejeden doświadczony pogromca Fiata 126p zdziwił się, że osiągnął niedozwoloną prędkość zanim się spostrzegł. Jednak autem łatwiej ominąć przeszkodę, zatrzymać się. Duży, silny, komfortowy motocykl prowokuje do jazdy szybkiej, co może być zgubne dla osoby o małym doświadczeniu na drodze.

Co, oprócz doświadczenia, wpływa jeszcze na bezpieczeństwo jazdy motocyklem?

Muszę wspomnieć jeszcze o jednej, bardzo ważnej rzeczy – słaby kierowca auta będzie dramatycznie słabym kierowcą motocykla. Mówiąc o technice jazdy nie zapominajmy o taktyce – jeśli ktoś autem ma kłopoty z pokonaniem trudnego skrzyżowania, to motocyklem ma stokroć większe szanse „odwalić numer”. Jeśli dana osoba w aucie ma kłopotu z poruszaniem się w gęstym lecz dynamicznym ruchu miejskim, to na motocyklu będzie jeszcze gorzej. Tak jak nie każdy ma predyspozycje do bezpiecznego prowadzenia samochodu, tak samo – a nawet bardziej – dotyczy to prowadzenia motocykla. Wytrawny kierowca auta, mający doświadczenie taktyczne na drodze, świadomy wymagań jakie stawia wobec kierującego duży motocykl, statystycznie rzadko popełnia błąd na drodze skutkujący wypadkiem. Natomiast młody człowiek, niedoświadczony, zwolniony przez rodziców z lekcji wychowania fizycznego, łatwo doprowadza do nieszczęścia, jeśli dosiada maszyny nieadekwatnej do swoich predyspozycji psychofizycznych – taka osoba nie powinna prowadzić tzw. „litra”.

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Czym powinna się kierować osoba przy wyborze pierwszego motocykla?

Przede wszystkim ergonomią, czyli dopasowaniem maszyny do swojej sylwetki, tężyzny, wzrostu. Trzeba pamiętać, że wysokość siodła jest jednym z dwóch parametrów, jakie interesują osoby niewysokie – drugą, bardzo ważną a bagatelizowaną sprawą, jest szerokość i krój siodła. Bywa tak, że mimo większej wysokości siodła osoba drobnej postury czuje się lepiej, gdyż siedzenie jest wąskie, co ułatwia pewne postawienie całej stopy na jezdni. Zatem możliwość posadzenia czterech liter na typowany motocykl jest szalenie ważna, bo suche dane techniczne z katalogu nie mówią całej prawdy. Ważna jest też nasza sylwetka na motocyklu – czy jest nam po prostu wygodnie – tutaj wynika to z położenia podnóżków względem siedziska, wysokości i szerokości kierownicy — inaczej jest w motocyklach sportowych, inaczej w cruiserach.

A co z masą motocykla?

To kolejna ważna sprawa – czasem trzeba motocykl przepchnąć, przestawić, a najczęściej podnieść. Mało atrakcyjnie wygląda motocyklista, który nie jest w stanie podnieść swojej maszyny. Z czasem przychodzi technika i obycie z motocyklem, które pozwalają uniknąć błahych upadków, zwanych „parkingówkami”, a jeśli już, to kierowca potrafi podnieść maszynę. Początkujący niech uczy się na maszynie lżejszej. Co ciekawe, starsze roczniki moich kursantów intuicyjnie dość dobrze podchodzą do podnoszenia motocykla na zajęciach.

Z czego to wynika?

Wynika to z większej sprawności fizycznej kursantów sprzed reformy edukacyjnej, kiedy to wstydem było nie mieć piątki z wychowania fizycznego – oni po prostu potrafią podnosić ciężary nie demolując sobie kręgosłupa.

Co jeszcze musi wiedzieć początkujący motocyklista?

Dobrze by było, gdyby świeży adept zdawał sobie sprawę z różnic, jakie prezentują różne silniki: jedno, dwu, wielocylindrowe. Czasem spotykam się ze zdziwieniem nowicjusza, który po kursie na YBR250 kupił singla klasy 600–650 ccm, który nie jest przyjazny, szarpie przy zbyt niskich obrotach, traci przyczepność tylnego koła po nieumiejętnej redukcji biegu. Taki sam, a nawet większy szok przeżyje ktoś, kto kupi dużego singla , lub wyrywną maszynę pokroju SV650 po kursie na cudownie delikatnej w obyciu Yamasze XJ-6. Na pewno wiele prawdy jest w stwierdzeniu, że pierwszy motocykl nie jest idealny, a dopiero po nim motocyklista wie, czego nie chce. Korzystając na co dzień z własnej maszyny, z mniejszymi obawami wsiada się na motocykle demo użyczane na dniach otwartych przez salony, poszerzając swoje horyzonty. Wtedy wybór kolejnego motocykla jest łatwiejszy – wiemy, czego chcemy.

Jaką rolę grają kursy doskonalące umiejętności jazdy?

Kursy doszkalające pozwalają w bezpiecznych warunkach wykazać błędy, jakie popełnia motocyklista, poprawić dosiad i skuteczność kierowania, a przede wszystkim poznać możliwości maszyny. Szkolenie na zamkniętym obiekcie, gdzie są warunki do bezpiecznej nauki daje ogromny skok w umiejętnościach. Po pięciogodzinnym szkoleniu w Ułężu, użytkownicy choperów przekonują się, że ich motocykl skręca, omija awaryjnie przeszkodę, choć wcześniej niż maszyny sportowe i turystyczne przyciera podnóżkami o jezdnię. Ale nawet jeśli przyciera, dowiadują się jak siedzieć, by się nie podeprzeć i nie „odwalić highside’a”. Tory kartingowe, takie jak w Bydgoszczy, Radomiu lub Gostyniu są doskonałym miejscem do sprawdzania siebie i motocykla, pod kątem techniki jazdy przydatnej w codziennej jeździe. Im wcześniej początkujący zdecyduje się na doszkalanie, tym lepiej, bo nie zdąży utrwalić sobie złych nawyków, których wytępienie zajmuje więcej czasu i energii niż nauka od podstaw.

Co motocyklista wynosi z takich kursów?

Po szkoleniu często okazuje się, że motocykl subiektywnie mniej waży, bo kierowca rozluźnił ręce, a lepiej pokonuje zakręty, bo kierowca wie gdzie patrzeć. Nawet motocykliści z wieloletnią praktyką dostrzegają korzyści z doszkalania, mimo wielu kilometrów nawiniętych na koła. Podsumowując: niezależnie od stażu, warto się szkolić. Jednak zwracajmy uwagę na to, kto szkoli – czy jest to instruktor techniki jazdy bądź instruktor sportu motorowego z uprawnieniami państwowymi, z ubezpieczeniem, etc. Unikajmy szarlatanów, którzy potrafią prowadzić szkolenie z techniki pokonywania zakrętów na drogach publicznych, co może skończyć się tragedią. Korzystajmy z obiektów do szkolenia przeznaczonych, gdzie skutkami niepowodzenia najczęściej będą uszkodzenia maszyny, a nie kalectwo lub śmierć.
I nie należy krępować się przed instruktorem powiedzieć, co nam nie wychodzi, z czym mamy kłopot – nie ma głupich pytań, bo po to jest szkolenie, by się uczyć.

Odpowiadał Tomasz Kulik, instruktor szkoły Kulikowisko.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Motocykle:

Najmocniejszy elektryczny cruiser: Voxan Wattman [aktualizacja] Nie kopiuj Yamahy, bo czeka cię proces Polak wygrał 3. etap Rajdu Dakar [motocykle i quady] Rafał Sonik czwarty po pierwszym etapie Rajdu Dakar Kobiety w Rajdzie Dakar 2014 Dakar 2014 - zapowiedź [motocykle i quady] Na co zwracać uwagę podczas kupna motocykla? [poradnik] Nowe stunt-wideo Ewy Pieniakowskiej [aktualizacja] Podsumowanie tygodnia w sporcie motocyklowym 19.12-26.12.2013 Romet przedstawia dwa motocykle typu allroad Yamaha zajmie się produkcją samochodów Świąteczne życzenia od motocyklowych producentów [aktualizacja] Jak bezpiecznie zimować motocykl? [poradnik] Kobiety w sporcie motocyklowym? FIM jest na tak! Futurystyczny J Concept - propozycja Kawasaki [aktualizacja] Suzuki GSX-R 750 na 2014 rok: skazany na sukces? Motocyklowe patronaty medialne Autokult.pl na 2014 rok BMW R NineT według Urban Motor Jazda na bogato: BMW K1600 GTL Exclusive 2014 [aktualizacja] Damsko-męska sesja na Ducati Panigale Buspasy dla krakowskich motocyklistów W poszukiwaniu najznakomitszych wąsów z Bridgestone Bros Unieruchomienie motocykla na odległość? To już możliwe Projekt motocykla Audi Supersport 10R