Lexus GS450h F-Sport - hybrydowy Transformer [test autokult.pl]

Ten artykuł ma 4 strony:

Lexus GS450h F-Sport — test

Samochody hybrydowe ewoluują w szybkim tempie. Coraz rzadziej kojarzą się z nieciekawymi stylistycznie modelami, których sprzedaż oscyluje wokół granicy błędu statystycznego. Silniki elektryczne trafiają do układów napędowych luksusowych limuzyn, wpływając pozytywnie na wrażenia z jazdy i znacząco zmniejszając zużycie paliwa. Miłośnikiem rozwiązań tego typu jest marka Lexus, która odświeżając swoją ofertę, nie zapomniała o modelach z charakterystyczną literą „h” na końcu. W mojej kieszeni wylądował pilot do topowej wersji reprezentanta segmentu E – modelu GS450h z pakietem F-Sport.

Nowy Lexus GS do polskich salonów trafił w maju tego roku. Nie zdążył jeszcze zagrzać sobie miejsca na rynku, więc jego pojawienie się na drodze wywołuje niemałe zainteresowanie. Ciekawość otoczenia potęguje agresywny pakiet stylistyczny, który sprawia, że doposażony w niego model GS mógłby zostać wykorzystany w kolejnej części serii "Transformers". Wyraźnie nakreślony przedni zderzak z mocno zarysowanymi wlotami powietrza i towarzyszące mu ostre linie przedniego pasa mimo całej ekologicznej otoczki podkreślonej niebieskim logo Lexusa zdradzają dynamiczny charakter. Nieco zwężony tylny pas również opiera się na wykorzystaniu muskularnej kreski. Szkoda tylko, że spod dolnej nakładki zderzaka nie wyprowadzono nawet jednej końcówki układu wydechowego – tutaj wygrał ekologiczny wizerunek hybrydy. Zamiast niej pojawiły się mroczne antracytowe obręcze w rozmiarze 19 cali i drapieżna sylwetka maźnięta oślepiająco białym lakierem. Elementy te budują kontrast, który przyciąga wzrok jak magnes. To z pewnością nie jest samochód dla osób lubiących anonimowość.

Większości powinno natomiast przypaść do gustu świetne wykończenie wnętrza. Kabina zdominowana jest przez zamontowany centralnie panoramiczny ekran o imponującej przekątnej 12,3 cala. Wyświetlacz nie reaguje na dotyk, zamontowany jest w zagłębieniu deski rozdzielczej w takiej odległości od kierowcy, że zastosowanie dotykowej matrycy byłoby pozbawione sensu. Za obsługę odpowiada kontroler pełniący funkcję myszki komputerowej. To wygodne rozwiązanie, znane z innych modeli Lexusa, zostało dopracowane w taki sposób, aby zminimalizować jałowy ruch dżojstika między widocznymi na ekranie polami wyboru, które same przyciągają kursor. W porównaniu z tym, z czym spotkałem się w modelu Lexus CT200h, zmieniła się również szata graficzna menu, która w końcu wygląda ładnie i nowocześnie.

Przestrzeń pasażerska to jednak nie tylko kinowy wyświetlacz, który natychmiast skupia uwagę każdego, kto wsiądzie do środka. Po chwili spędzonej w kabinie można docenić połacie pełnej i perforowanej skóry przeszytej białą nicią, które pokrywają nie tylko siedziska wraz z oparciami, ale również boczki drzwi czy konsolę centralną. Wzdłuż kokpitu czy tunelu środkowego biegną też aluminiowe listewki wykończeniowe. Szkoda, że część ozdobnych wstawek, m.in. na kierownicy czy wokół centralnych nawiewów z analogowym zegarkiem, wykonano z przeciętnej jakości pomalowanego na srebrno plastiku. Sama kompozycja utrzymana w ciemnych odcieniach z połyskującymi elementami sprawia wrażenie eleganckiej i wprowadza do wnętrza relaksującą atmosferę. Bardzo miłym dodatkiem jest również czarna podsufitka, która w dotyku przypomina zamsz. Widać, że projektanci wnętrza starali się zadbać nawet o najdrobniejsze detale, które składają się na pierwsze wrażenie, a podczas codziennej eksploatacji po prostu się o nich zapomina.

Nie mogło też zabraknąć wielu elektronicznych gadżetów, które mają uprzyjemnić użytkowanie samochodu i obecnie są często wyznacznikiem zaawansowania technologicznego modelu. Na pokładzie GS450h pojawił się asystent świateł drogowych czy system monitorowania martwego pola, którego kontrolka została schludnie wkomponowana w lusterka boczne. Na przedniej szybie podczas jazdy projektowany jest obraz HUD, a przy parkowaniu swoją obecność zdradza kamera cofania. Dodatkowo podczas wyłączania silnika kolumna kierownicza i fotel automatycznie się odsuwają, ułatwiając opuszczenie pojazdu.

Zobacz również: SsangYong XLC 1.6 Diesel AWD AT - test

Nietrudno zauważyć, że Lexus GS najwięcej oferuje z perspektywy kierowcy, ale nie chodzi tutaj o wygodne fotele z szerokim zakresem regulacji, świetną podgrzewaną kierownicę obszytą perforowaną skórą czy umieszczone na niej przyciski do obsługi systemu nagłośnieniowego Mark Levinson o wybornie opracowanej scenie muzycznej. Lexus GS450h F-Sport może dać z siebie znacznie więcej, dzięki czemu będziesz w stanie wybaczyć mu przeciętną ilość miejsca na tylnej kanapie.

Mocną stroną tego modelu są właściwości jezdne. Już w normalnym trybie jazdy to twardy wróg studzienek i nierówności. Jak na samochód tego segmentu zawieszenie zestrojone jest bardzo sztywno. W przypadku wersji F-Sport na pierwszym planie są właściwości trakcyjne, więc dzięki systemowi AVS w trybie Sport S+ dodatkowo można zwiększyć współczynnik tłumienia i dobić resztki komfortu. Zastosowane amortyzatory o dynamicznie zmiennym współczynniku tłumienia sprawiają, że samochód w zakrętach praktycznie nie wykazuje żadnych skłonności do przechyłów nadwozia, bo strona zewnętrzna natychmiast zmienia charakterystykę pracy.

Dodatkowym atutem prezentowanego egzemplarza jest system Lexus Dynamic Handling, który obejmuje układ czterech kół skrętnych (DRS) do 2 stopni, gdzie granicą kierunku skrętu jest prędkość 80 km/h, oraz bardzo czuły układ kierowniczy o zmiennym przełożeniu i ze sporym oporem na wieńcu koła (VGRS). Lexus GS450h w trybie Sport S+ niewiarygodnie trzyma się suchej nawierzchni. Po deszczu natomiast lepiej nie przesadzać z pedałem gazu – należy pamiętać, że moment obrotowy silnika elektrycznego rzędu 275 Nm dostępny jest od zaraz i wędruje wyłącznie na tylną oś.

Samochód przez cały czas jest bardzo chętny do przyspieszania — w każdej chwili gotowy wyrwać do przodu jak szalony. Cieszy również bardzo szybka reakcja bezstopniowej skrzyni CVT i łopatki o niewielkim opóźnieniu. Gwałtowne wciśnięcie pedału gazu lub manualne zejście z przełożeniem na niższe momentalnie prostuje plecy i pozwala płynąć na stałej prędkości obrotowej rzędu 6500 rpm, zmuszając widlastą sześciocylindrową jednostkę do nieco zafałszowanego śpiewu. Płynność przyspieszania 0–200 km/h jest po prostu piekielna, chociaż nie czuć jej przy starcie zatrzymanym, tak samo jak nie czuć osiąganych prędkości. Ten luksusowy sedan zapewnia relaksującą jazdę we względnej ciszy i spokoju w sportowym tego słowa znaczeniu.

Oprócz wspomnianego trybu pracy Sport S+ do dyspozycji kierowcy są również inne charakterystyki (ekonomiczna, normalna i sportowa zwykła), jednak wpływają one tylko na pracę zespołu napędowego, determinując moc chwilową czy stopień otwarcia przepustnicy oraz zmieniając obrotomierz na wskaźnik zarządzania energią.

Spośród nich najbardziej wyróżnia się nieco ospały tryb Eco, który dodatkowo kontroluje m.in. pracę układu klimatyzacji, troszcząc się o jak najniższe zużycie paliwa. Według mnie nadaje się on głównie do jazdy w miejskich korkach, które do prędkości 65 km/h całkiem przyjemnie pokonuje się na silniku elektrycznym. Dzięki temu podczas jazdy w cyklu mieszanym bez nadmiernego wysiłku można osiągnąć wynik spalania na poziomie 9 l/100 km — im w tej kombinacji więcej ruchu miejskiego, tym niższe zużycie paliwa można wypracować.

Lexus GS450h F-Sport to obok takich modeli jak Infiniti M35h czy BMW 5 Active Hybrid kolejny dowód na to, że współpraca silnika elektrycznego z jednostką spalinową funkcjonuje coraz lepiej. Obydwa źródła napędu powoli zaczynają walczyć o prym. Jeszcze do niedawna rynek zdominowany był przez samochody wyposażone w głównie jednostki spalinowe. Obecnie pojawiają się coraz odważniejsze kombinacje spalinowo-elektryczne i elektryczno-spalinowe. Z tego, co czeka na końcu tej ścieżki, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawię, chociaż nie wszyscy chcemy się do tego przyznać.

+Odważny, drapieżny wygląd
+Świetne osiągi i sportowe właściwości jezdne
+Bardzo dobre wykończenie kabiny i wielki ekran
+Jeszcze lepszy kontroler multimediami i komputerem pokładowym
+Zużycie paliwa
+Cena względem GS350 AWD (tylko 200 zł różnicy w wersji bazowej)
-Niewiele miejsca z tyłu
-Dźwięk silnika do jakiego zmusza go skrzynia CVT

Zobacz inne testy samochodów marki Lexus!

Zdjęcia wykonał Mariusz Zmysłowski. Podziękowania dla Piotra Piechockiego oraz Damiana Michalaka za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

BMW 750d xDrive M-Sport kontra Audi A8 4.2 TDI quattro - test BMW M4 Cabrio - test Nowy Opel Astra OPC GTC (2014) - test Renault Captur 1,5 dCi 90 Intens Energy - test Volkswagen California Beach 2.0 TDI BiTurbo DSG - test Audi A3 Cabriolet 1,8 TFSI S-Tronic Ambition - test Toyota Aygo X-Cite - test BMW Z4 E89 sDrive35is M-Sport - test Nowe Audi A6 3,0 TDI BiTurbo i 3,0 TFSI - pierwsza jazda Nowe MINI Cooper S - test Mercedes-Benz Klasy E 350 BlueTec AMG 9G-Tronic (W212) - test Renault Master 165 dCi L3H2 - test Nowe Audi A7 3.0 TDI BiTurbo - pierwsza jazda Audi S1 Sportback - test Volkswagen Golf Sportsvan 1,4 TSI Highline - test Citröen C4 Aircross 1.8 eHDI 150 4x4 - test Mazda 3 Sedan 2,0 SKYACTIV-G AT skyPASSION – test Nowa Škoda Fabia (2015) 1,2 TSI 90 KM - pierwsza jazda Porsche Macan S - test Renault Clio Grandtour GT 120 EDC - test Škoda Octavia 1,2 TSI DSG Ambition - test wideo Opel Astra Sedan 1,6 CDTi vs. Renault Fluence 1,6 dCi vs. Škoda Octavia 1,2 TSI vs. Toyota Corolla 1,6 Valvematic - test Nowy Opel Corsa 1,0 Turbo & 1,4 Turbo - pierwsza jazda Nowy Peugeot 508 SW 2,0 HDI A6 (AM3) Active - pierwsza jazda

Popularne w tym tygodniu:

Mercedes C450 AMG 4Matic (2016) - V6 lepsze od V8? Wilk z Domaniewskiej – Aston Martin V12 Vantage S na ulicach Warszawy Suzuki SX4 S-cross 1.4 BoosterJet z nowym mocnym sercem Gladiator Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC: przestarzały czy dojrzały?