Mercedes-Benz C250 Coupé Sport - wbrew stereotypom [test autokult.pl]

Ten artykuł ma 3 strony:

Mercedes-Benz C250 Coupé Sport — test

Podobno samochody w czerwonym kolorze są najszybsze, a samochody marki Mercedes-Benz często wybierają ludzie niebezpiecznie zbliżający się do emerytury. Oczywiście tych dwóch twierdzeń nie należy traktować do końca poważnie, tym bardziej że Mercedes-Benz C250 Coupé w krwistoczerwonym kolorze potrafi zawrócić w głowie niejednej młodej i energicznej osobie.

Zacznę nieco przewrotnie od marki rywalizującej z producentem aut ze Stuttgartu, czyli BMW. Odmiana coupé popularnej serii 3 w ciągu wielu lat produkcji stała się prawdziwą ikoną wśród kompaktowych, sportowych aut klasy premium. Plakaty z wersją M różnych generacji trójki coupé do dziś wiszą na ścianach mniejszych bądź większych chłopców.

Jakie auto do zaoferowania miał w tym czasie Mercedes? Co prawda klasa C potrafiła jak równy z równym walczyć z bawarską trójką w nadwoziu sedan lub kombi, jednak prawdziwego coupé z krwi i kości w wersji nadwoziowej klasy C brakowało. C Sportcoupé W203 czy późniejszy model CLC były w praktyce 3-drzwiowymi hatchbackami o niezbyt wyrafinowanej urodzie. Dopiero pojawienie się modelu C Coupé W204 wypełniło lukę w gamie C-klasy i sprawiło, że bawarscy inżynierowie nie mogli spokojnie spać po nocach.

Prawie jak AMG

AMG — te trzy magiczne litery są dla fanów marki Mercedes-Benz tym samym, czym litera M dla wielbicieli BMW czy symbol RS dla wyznawców Audi. W przypadku testowanego egzemplarza to oznaczenie również się pojawia. Jednak w aucie, które dumnie stoi przede mną, specjaliści ze sportowego oddziału Mercedesa zapomnieli o jednej ważnej rzeczy – ingerencji w moc silnika.

Czerwony, czyli według wielu najszybszy kolor lakieru, 18-calowe obręcze ze stopów lekkich oraz kompletny body-kit AMG nadający sylwetce auta więcej muskularności oraz zadziorności. Obok tego Mercedesa trudno przejść obojętnie. Gdy jeździłem po ulicach stolicy, czerwony magnes przyciągał wzrok. Po części była to zasługa wspomnianego pakietu stylizacyjnego AMG, bez którego C-klasa w wersji coupé wygląda zdecydowanie mniej agresywnie.

Przyznacie sami, że sylwetka tego Mercedesa została narysowana ciekawą kreską i potrafi cieszyć oko. W przypadku opisywanego egzemplarza również konfiguracja wnętrza sprawiła, że na chwilę wstrzymałem oddech.

Zobacz również: Nowy Opel Zafira (2016) - test Autokult.pl - Samochód Miesiąca

Sportowa elegancja

Zanim jednak poczułem sportowo-luksusowy klimat wnętrza, moją uwagę zwrócił jeden detal, a właściwie jego brak. Drzwi niestety nie są pozbawione ramek okiennych. Jak wspomniałem, to detal, ale dla mnie i zapewne dla wielu fanów sportowych coupé jest to bardzo ważny, charakterystyczny motyw nadający wrażenie lekkości i szczyptę indywidualności.

Jednak już chwilę po zamknięciu drzwi zapominam o ramkach okiennych, szybach i innych mało wysublimowanych elementach. Mięsiste, sportowe fotele wykończone czarną skórą łączoną z Alcantarą bez chwili wahania otulają moje ciało. Ręce same wyciągają się w kierunku trójramiennej kierownicy przeszytej czerwoną nicią. Moje cztery litery znajdują się stosunkowo nisko asfaltu, a ja już niemal od pierwszej chwili czuję, jakby to auto było idealnie dopasowane do mnie.

Pozytywne wrażenie nie słabnie w momencie zetknięcia się z materiałami zastosowanymi do wykończenia kabiny. Bardzo miła w dotyku i wysokogatunkowa skóra, sportowe akcenty w postaci pojawiających się tu i ówdzie przeszyć czerwoną nicią oraz elementy z włókna węgłowego tworzą udaną lukusowo-sportową atmosferę. Nawet tworzywo sztuczne użyte w mniej dostępnych i widocznych miejscach nie stwarza wrażenia tandetnego.

Zastrzeżenia mam jedynie do… koloru pasów bezpieczeństwa. Są czerwone i wyglądają pstrokato. Ci, którzy podzielają moją opinię, mogą zrezygnować z czerwonego koloru na rzecz klasycznej czerni (jest to bezpłatne). Mercedes-Benz daje taką możliwość.

Sportowe, dwudrzwiowe auta o nadwoziu coupé nigdy nie grzeszyły praktycznością. Z Mercedesem C250 Coupé jest podobnie. Auto pozwala na przewiezienie 4 osób, co po części zdradza mocno wyprofilowana tylna kanapa. W praktyce jednak na tylnej kanapie wygodnie będzie jedynie niezbyt wyrośniętym dzieciom lub bagażom (chociaż bagażnik ma sporą pojemność wynoszącą 450 l). Grube oparcia przednich foteli oraz opadająca linia dachu skutecznie ograniczają ilość wolnego miejsca zarówno w okolicach kolan, jak i nad głowami.

C250, czyli…

Stylizacja nadwozia i wiele elementów wnętrza (m.in. fotele i kierownica) są składnikami pakietu AMG. Niestety, pakiet ten nie obejmuje jakiejkolwiek ingerencji w silnik. Oznaczenie "C250" znajdujące się na tylnej klapie jasno daje do zrozumienia, że pod maską na pewno nie drzemie 8-cylindrowy potwór rodem z Affalterbach. Mało tego! Liczba 250 nie sugeruje również, jak było jeszcze do niedawna, pojemności jednostki napędowej pracującej pod maską danego egzemplarza.

Trudno mieć pretensje do Mercedesa o takie postępowanie; BMW w swoich modelach także już odeszło od podobnej zasady w oznaczeniu kolejnych wersji silnikowych danego modelu.

Tak czy inaczej pod maską mojego C250 Coupé pracuje silnik o pojemności 1,8 l i mocy 204 KM. Jest to topowa wersja tej jednostki napędowej, która może odpowiadać za napęd C-klasy (C200 ma ten sam silnik o mocy 184 KM). Wyżej w hierarchii znajdują się 3,5-litrowe V6 oraz dzikie V8 prosto od AMG o mało ekologicznej pojemności 6,2 l.

Tuż po naciśnięciu przycisku startera wiem, że to, co znajduje się po przednią maską, zdecydowanie nie jest aksamitną V6, o bulgoczącym V8 nawet nie wspominając.

Małolitrażowy pozytyw

Dźwięk dobiegający do moich uszu nie powoduje szybszego bicia serca. Ba! Po uruchomieniu jednostki napędowej we wnętrzu jest wręcz bardzo cicho. Trudno traktować to jako wadę, tym bardziej że do dyspozycji mam świetnie brzmiący zestaw audio firmy Harman/Kardon. Model C250 standardowo wyposażony jest w 7-biegowy automat. Przechodzę przez labirynt składający się z literek P, R, N oraz D do tej ostatniej i powoli ruszam z miejsca.

Cisza panująca we wnętrzu ani przez chwilę nie zostaje zmącona jakimś nieprzyjemnym ani nawet przyjemnym dźwiękiem silnika. Pierwsze starcie z wyglądającymi jak kratery na Marsie warszawskimi ulicami pokazuje, że sportowe zawieszenie pracuje… sportowo. Jest stosunkowo twardo i bardzo sprężyście zestrojone, a przy tym zachowuje się bardzo cicho.

Już przy pierwszym kontakcie z kabiną tego auta poczułem się w nim tak, jakby zostało stworzone specjalnie dla mnie. Podczas jazdy odniosłem dokładnie takie samo wrażenie. Samochód prowadzi się bardzo pewnie, układ kierowniczy stawia należyty opór, a praca skrzyni biegów sprawia, że można o niej w ogóle zapomnieć. Pomimo że w testowanym egzemplarzu zawieszenie zostało utwardzone, nie było tak bezkompromisowe jak w przypadku wersji AMG. Wysoki komfort podróży także towarzyszył mi niemalże w każdej chwili.

Żeby jednak nie powielać nie do końca prawdziwego stwierdzenia o grupie docelowej marki Mercedes-Benz, postanowiłem relaksującą jazdę miejską zmienić w nieco bardziej dynamiczne zmienianie aktualnego miejsca położenia samochodu.

Wraz ze wzrostem obrotów w kabinie przestaje być cicho. Niestety, odgłos docierający do moich uszu zdradza, że pod maską pracują maksymalnie 4 cylindry. Miłym zaskoczeniem jest dźwięk towarzyszący zmianie biegu na wyższy, w momencie gdy wskazówka obrotomierza ociera się o czerwone pole skali. Wydech przyjemnie parska i burczy. Szkoda tylko, że trwa to dosłownie chwilę.

Przyspieszenie do pierwszej setki zajmuje temu 204-konnemu coupé 7,2 s, a prędkość maksymalna wynosi 240 km/h. Musicie przyznać, że są to bardzo dobre parametry, pozwalające na dynamiczne poruszanie się zarówno w mieście, jak i trasie.

Ze startu zatrzymanego auto żwawo nabiera prędkości, a ikona kontroli trakcji ochoczo miga, informując o działaniu systemu, który stara się zapanować nad wierzgającym tyłem. Co prawda pod prawą nogą nie mam aż takiej mocy jak w modelu SL500, jednak 204 KM w połączeniu z mokrą nawierzchnią potrafi dać się we znaki zarówno oponom, jak i systemowi ESP.

Pozytywne wrażenie dynamicznego osiągania coraz większej prędkości nieco przygasa w momencie wymuszenia na automatycznej skrzyni tzw. kickdownu. Siedmiobiegowa przekładnia zbyt długo wybiera bieg adekwatny do aktualnej prędkości i sytuacji. Wszystko zmienia się diametralnie w momencie użycia jednego przycisku sterującego pracą tej przekładni.

Uruchomienie trybu S dodaje działaniu skrzyni wigoru, a przy każdym mocniejszym dotknięciu pedału gazu auto zachowuje się tak, jakby ktoś właśnie kopnął je w tyłek. Do dyspozycji jest jeszcze tryb ręcznej zmiany przełożeń za pomocą łopatek znajdujących się przy kolumnie kierownicy, jednak automatyczny tryb sportowy jest na tyle dobry, intuicyjny i przewidywalny, że w zupełności wystarcza do czerpania garściami frajdy z jazdy, jaką jest w stanie zapewnić to auto.

Typowa dla tylnonapędowych aut z silnikiem umieszczonym z przodu nadsterowność jest brutalnie tłumiona już w zarodku przez systemy bezpieczeństwa. Nawet najdrobniejszy poślizg, najbardziej chytra próba, w której tył próbuje wyprzedzić przód, jest momentalnie opanowywana.

Wystarczy jednak uśpić elektronicznego anioła stróża, a C250 Coupé zaczyna nerwowo wachlować tyłkiem w momencie nagłych zmian kierunku ruchu z pedałem gazu w podłodze. Podczas ostrej zabawy na mokrej nawierzchni trzeba to auto trzymać twardą ręką. W przeciwnym razie wykręcenie nieplanowanego piruetu gwarantowane.

Przyznam, że po kilkukrotnej walce z samochodem i wielu pozytywnych wrażeniach związanych z wywoływaniem nadsterowności zapomniałem, że pod maską pracuje jednostka o niezbyt podniecającej pojemności 1,8 l. Przypomniałem sobie o tym dopiero w momencie wizyty na stacji benzynowej. Podczas gdy mocarne V8 AMG zapewne sprawiłoby, że na tej stacji musiałbym pojawić się kilka dni wcześniej (pomijając oczywiście wszystkie inne zalety tego silnika, których nie brakuje), jednostka pracująca pod maską modelu C250 zadowalała się średnio 10 l/100 km. W mieście wynik ten podskoczy tylko nieznacznie m.in. dzięki zastosowaniu systemu S&S.

Na zakończenie

Bez zbędnych ceregieli powiem, że to auto zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Pomimo niezbyt dużego silnika osiągi oraz wrażenia z jazdy potrafią podnieść poziom endorfin w organizmie. Świetnie wykonane wnętrze z materiałów bardzo wysokiej jakości rozpieszcza, a atrakcyjna stylistyka nadwozia doprawiona papryczką w postaci pakietu AMG nie pozwala zginąć w tłumie.

Niestety, jest jeden haczyk. Auto, które widzicie na zdjęciach, zostało wycenione na ok. 250 000 zł. Ceny podstawowej wersji modelu C250 Coupé startują od 181 500 zł (C180 Coupé od 146 000 zł), jednak Mercedes-Benz, jak każda szanująca się marka, oferuje do swoich aut długą listę wyposażenia opcjonalnego. Wyposażenia, które mocno winduje cenę w górę.

Czy czerwone samochody naprawdę są najszybsze? Opisywany egzemplarz z pewnością trudno nazwać powolnym. Tak samo trudno przypiąć do niego plakietkę auta dla osób w wieku przedemerytalnym.

+Ciesząca oko linia nadwozia
+Jakość wykonania oraz materiały użyte do wykończenia wnętrza
+Dobre osiągi
+Prowadzenie i właściwości jezdne
+Świetne fotele
+Pojemny bagażnik
+Udany kompromis między komfortem a sportem
-Cena
-Bezpłciowy dźwięk silnika

Ogólna ocena samochodu: 8/10

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy firmie JB Investments sp. z o.o, dystrybutorowi nowych samolotów i śmigłowców znanych światowych marek.

Zobacz inne testy samochodów marki Mercedes-Benz!

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

BMW 750d xDrive M-Sport kontra Audi A8 4.2 TDI quattro - test BMW M4 Cabrio - test Nowy Opel Astra OPC GTC (2014) - test Renault Captur 1,5 dCi 90 Intens Energy - test Volkswagen California Beach 2.0 TDI BiTurbo DSG - test Audi A3 Cabriolet 1,8 TFSI S-Tronic Ambition - test Toyota Aygo X-Cite - test BMW Z4 E89 sDrive35is M-Sport - test Nowe Audi A6 3,0 TDI BiTurbo i 3,0 TFSI - pierwsza jazda Nowe MINI Cooper S - test Mercedes-Benz Klasy E 350 BlueTec AMG 9G-Tronic (W212) - test Renault Master 165 dCi L3H2 - test Nowe Audi A7 3.0 TDI BiTurbo - pierwsza jazda Audi S1 Sportback - test Volkswagen Golf Sportsvan 1,4 TSI Highline - test Citröen C4 Aircross 1.8 eHDI 150 4x4 - test Mazda 3 Sedan 2,0 SKYACTIV-G AT skyPASSION – test Nowa Škoda Fabia (2015) 1,2 TSI 90 KM - pierwsza jazda Porsche Macan S - test Renault Clio Grandtour GT 120 EDC - test Škoda Octavia 1,2 TSI DSG Ambition - test wideo Opel Astra Sedan 1,6 CDTi vs. Renault Fluence 1,6 dCi vs. Škoda Octavia 1,2 TSI vs. Toyota Corolla 1,6 Valvematic - test Nowy Opel Corsa 1,0 Turbo & 1,4 Turbo - pierwsza jazda Nowy Peugeot 508 SW 2,0 HDI A6 (AM3) Active - pierwsza jazda

Popularne w tym tygodniu:

Mercedes C450 AMG 4Matic (2016) - V6 lepsze od V8? Wilk z Domaniewskiej – Aston Martin V12 Vantage S na ulicach Warszawy Suzuki SX4 S-cross 1.4 BoosterJet z nowym mocnym sercem Gladiator Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC: przestarzały czy dojrzały?