Chcesz kupić nieużywanego LFA? W salonach jest 12 sztuk

Lexus obecnie kojarzy się bardziej z hybrydowymi sedanami niż ekscytującymi hipersamochodami. Jest pewien wyjątek, a nazywa się LFA. A raczej nazywał, ponieważ limitowana do 500 sztuk produkcja tego modelu zakończyła się 5 lat temu. Dlatego z zaskoczeniem przeczytałem, że amerykańscy dealerzy mają na stanie 12 nieużywanych wozów. Po co?

Nim pobiegniesz do swojego banku z wnioskiem o kredyt wyjaśnię: jest spora szansa, że nie zostaną one nigdy sprzedane. Ale po kolei. Odkrycia dokonał serwis Autoblog. Gdy tworzyli raport sprzedaży samochodów za lipiec zauważyli, że Lexus sprzedał jednego LFA. Ponadto udało się ustalić, że w zeszłym roku aż sześciu klientów wstawiło do garażu japoński supersamochód. Jak to możliwe?

W 2010 roku, kiedy Lexus wprowadzał do sprzedaży LFA, dealerzy mieli dostać tylko samochody, na które już mieli klientów. Jest to popularna taktyka, aby zapobiec próbom sprzedania wozów za sumy znacznie wyższe niż proponowane przez producentów. Okazało się jednak, że chętnych na kupno nie było wystarczająco dużo. Wtedy też Lexus zmienił politykę. Klienci mogli zdecydować się dodatkowe samochody, a dealerzy w końcu zamówili egzemplarze dla siebie. 12 aut zalegających na parkingach to właśnie pojazdy salonowe. Niektóre służą jako wystawa, inne po prostu stoją i zyskują na wartości, a część z nich może faktycznie być na sprzedaż.

Piszę o tym dlatego, że na mojej liście „samochodów do postawienia w garażu” LFA zajmuje jedno z najwyższych miejsc, o ile nie najwyższe. Nie dlatego, że trudno go spotkać. Nie chodzi też o wygląd, dźwięk kręcącej się do ponad 9 tysięcy obrotów V10, ani o osiągi. Dla mnie ten samochód jest kwintesencją japońskiej motoryzacji. Odjechany, przemyślany, bezkompromisowy.

Dam prosty przykład. Gdy wsiądziesz do IS-a zauważysz przełączniki do otwierania szyb podobne do tych, które można znaleźć w Toyotach. Nie ma w tym nic dziwnego. Koncerny od lat stosują te same części w różnych modelach. LFA nie tylko nie współdzieli najmniejszej śrubki z innym samochodem, ale dostał też własną, wyodrębnioną część fabryki. W niej specjalnie wyselekcjonowany zespół 175 pracowników ręcznie składał każdy z pojazdów.

Wnętrze LFA do dzisiaj zaskakuje nowoczesnością

Ta bezbłędność i precyzja była wymagana, ponieważ zadaniem LFA było obwieszczenie światu: "hej, jesteśmy Lexus i potrafimy zrobić ekscytujący samochód". Wszelka niedoróbka czy wpadka obróciłaby projekt w pośmiewisko. Jak donoszą osoby, które miały styczność z gotowym wyrobem, tak się nie stało. LFA zachwyca dopracowaniem, innowacyjnością i wrażeniami z jazdy. O wielu samochodach mówi się, że są jak nie z tej planety. W tym wypadku można spokojnie zrezygnować ze słowa "jak".

Nadwozie zbudowano głównie z tworzyw sztucznych wzmacnianych włóknem węglowym. Przy projektowaniu silnika pomagała Yamaha. Nie była to jednak sekcja motocyklowa, a ludzie odpowiedzialni za instrumenty muzyczne. Oni sprawili, że samochód brzmi oryginalnie. Zbiornik płynu do spryskiwaczy umieszczono z tyłu, inaczej przód mógłby być za ciężki. Skrzynia biegów dostosowuje prędkość zmiany przełożeń do siły, z jaką kierowca pociągnął za łopatkę. Wśród dokumentów dołączanych do pojazdu znajduje się instrukcja mycia samochodu. Nawet pasy bezpieczeństwa są inne, bo wyposażone w poduszki powietrzne.

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Wszystko, co wiem o samochodzie, to informacje z drugiej ręki. Już zdążyłem się pogodzić z faktem, że LFA nigdy nie spotkam, a co dopiero poprowadzę. Większość sprzedanych egzemplarzy stoi w garażach pod prześcieradłami i powoli nabiera wartości. Podobny los prawdopodobnie spotka te ostatnie 12 sztuk, niezależnie czy znajdą właścicieli, czy nie.

Oficjalna cena z jaką startował LFA to 375 tysięcy dolarów, czyli – wtedy – około 300 tysięcy euro. Dzisiaj kupno Lexusa u naszych zachodnich sąsiadów to wydatek przynajmniej 450 tysięcy euro netto (ok. 2 mln zł), a jeszcze bardziej limitowana edycja Nürburgring jest wystawiona za bagatela 5,5 miliona euro bez podatków. Trudno o pewniejszą inwestycję. Nic dziwnego, że dilerzy "chomikują" swoje wozy. Ich cena może tylko urosnąć.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Aktualności:

Toyota odwleka powszechne zastosowanie turbo w silnikach benzynowych Volkswagen Golf R z lepszymi hamulcami i tytanowym wydechem Czy można zarobić na Polonezie? Sprawdzanie koloru w słońcu i próbowanie skór – tak zamawia się Rolls-Royce'a Następca Astona Martina V8 Vantage prawie ukończony BMW zdradzi przyszłość Z4 Cichy wydech w Mustangu, żeby nie wkurzać sąsiadów Od 2040 roku zakaz sprzedaży samochodów spalinowych w Wielkiej Brytanii i Francji Nowy Rolls-Royce Phantom oficjalnie: poznaj godnego następcę króla luksusu Nowy Mustang będzie przyspieszał szybciej niż Porsche 911 Carrera Myśleli, że to zabawne. Zniszczyli auto niepełnosprawnemu dziecku Ciekawostka z ogłoszenia – nietypowa honda z wielkim przebiegiem Nowa Toyota Supra przyłapana na Nurburgringu Świat wyścigów długodystansowych oczami Porsche 6h Nürburgring (2017) - Porsche triumfuje w kolejnej rundzie WEC Polacy przekonują się do francuskich samochodów. Ile są warte według Niemców? Alpejskie miasteczko podbite przez motocyklistów - BMW Motorrad Days 2017 Milion kilometrów w Volkswagenie Polo Terenówka rozbiła mu auto. Po wypadku kupił identycznego starego mercedesa "Bestia" po raz kolejny pojawi się na polskich ulicach Chiński Lynk & Co O1 na europejskich ulicach Skoda szybsza niż Porsche, ale z zewnątrz tego nie widać Audi Sport: SUV spod znaku RS ważniejszy od samochodów sportowych Jon Olsson znów przesadził – George the Rolls

Popularne w tym tygodniu:

Vision Mercedes-Maybach 6 Cabriolet to powrót do przeszłości. Najpiękniejszy samochód roku Haniebnie ubrany jednoślad – ciekawy sprzęt sfotografowany w centrum Warszawy Takiego przebiegu w żadnym porsche jeszcze nie było. Kanadyjczyk pobił rekord To już koniec Vipera. Ralph Gilles żegna się z samochodem Toyota Supra jednak bez manuala? Na to wygląda Porsche ma kupić kierowcom okulary przeciwsłoneczne. Zaskakujący wyrok sądu "Jedzie z nami Basia". Gratulacje, tylko co z tego? Budowa wyścigówki na finiszu. Polak spełnia swoje marzenie z dzieciństwa Masz pierwszą MX-5 do restauracji? Mazda ci w tym pomoże Jak wygląda rozpakowanie Bugatti Chirona? Zaglądamy za kulisy Cupra będzie osobną marką? Seat już zastrzegł logo Ford sierra w stylu Rat należąca do naszego czytelnika. Jak wam się podoba?