Czy wszyscy muszą testować na Nurburgringu?

W ostatnich latach legendarna północna pętla Nurburgringu stała się poligonem testowym dla praktycznie wszystkich producentów samochodów. Dzisiaj już niemal każdy model przed wprowadzeniem do produkcji musi być sprawdzony na niemieckim torze. W przypadku sportowych samochodów trwa też walka o dziesiąte części sekundy, aby udowodnić, że dane auto jest szybsze. Tylko czy to w ogóle ma sens?

PAP/DPA/Jan Woitas

Wydaje się, że każdy producent stawia sobie za punkt honoru, aby nowy model został przyłapany podczas testów na Nurburgringu. Co chwilę w internecie pojawią fotografie i filmy przedstawiające kolejne zamaskowane samochody pokonujące słynne "zielone piekło". W przypadku sportowych aut lub szybszych wersji popularnych modeli możemy być praktycznie pewni tego, że pojawią się one na Nurburgringu. Jednak w tej modzie na niemiecki tor producenci idą krok dalej.

Na Nordschleife, czyli ponad 20-kilometrowej północnej pętli, testowane są SUV-y, hatchbacki czy limuzyny. I tu należy postawić pytanie, czy to w ogóle ma sens? Czy stoi za tym coś więcej niż moda i zabieg marketingowy pozwalający później powiedzieć „tworząc ten samochód testowaliśmy go na Nurburgringu”?

Okrążenie toru Nürburgring w wykonaniu Sébastiena Loeba

Już w najbliższy weekend kierowcy serii WTCC staną na starcie do najbardziej prestiżowego wyścigu w kalendarzu, który odbędzie się na legendarnym…

Równie dobrze właściwości jezdne można sprawdzić na dowolnym innym torze, a niemal wszyscy producenci posiadają nawet własne obiekty specjalnie zaprojektowane pod kątem testowania samochodów w wielu różnych sytuacjach.

Sam Nurburgring jest też rozpoznawalny jedynie dla fanów motoryzacji, większość zwykłych kierowców nawet nie zna tego obiektu. Z drugiej strony nazwa ta działa na wyobraźnię wielu osób. W końcu podczas prezentacji nowego modelu inżynierowie mogą się pochwalić dziennikarzom, że samochód był testowany na Nordschleife, a ci z uznaniem pokiwają głowami i później opiszą to w swoich artykułach.

Tylko, czy to ma znaczenie? Nawet jeśli faktycznie dane zebrane na torze zostaną później wykorzystane podczas ustawiania parametrów samochodu, to czy faktycznie jest to dobra wiadomość dla klientów? James May już kilka lat temu w „Top Gearze” przekonywał, że testowanie na Nurburgringu psuje samochody. Twierdził on, że nawet sportowe auta powinny być zaprojektowane z myślą o drogach publicznych, a nie torze wyścigowym. Trudno się z tym nie zgodzić.

Nawet dla właścicieli nowych egzemplarzy McLarena czy Porsche najważniejsze jest to, jak ich samochody będą sprawować się podczas jazdy po mieście lub po górskich drogach. W rzeczywistości nawet w przypadku takich modeli, ich właściciele w większości nie jeżdżą na tory wyścigowe. Nie mówiąc już o autach takich jak Skoda Kodiaq, która też była testowana na Nurburgringu.

Samo tuningowanie samochodów na torze to jedno, drugim trendem jest rywalizacja o jak najlepszy czas na Nordschleife. W efekcie auta sportowe są ustawiane specjalnie pod jazdę na Nurburgringu, co niekoniecznie sprawdzi się w innych miejscach. Oczywiście każdy producent stara się znaleźć swoją kategorię, w której będzie najlepszy – samochody przednionapędowe, hot-hatche, czterodrzwiowe sedany, auta z turbo itd.

Zawsze to dobrze brzmi – "nasz samochód jest najszybszy na Nurburgringu". Jednak na innym torze już sytuacja może wyglądać inaczej. Co więcej, czas na zamkniętym obiekcie to nie wszystko. Ostatnio taką opinię wyraził Andreas Preuninger będący szefem oddziału GT w Porsche.

15 sportowych samochodów, które na Nürburgring są wolniejsze od Alfy Romeo Giulii Quadrifoglio

Koncern FCA obiecał wielki powrót Alfy Romeo. Samochody tej marki mają teraz należeć do klasy premium i tym samym konkurować z BMW, Audi, Mercedesami…

– Jest wielu ludzi, którzy nie patrzą na stoper, będąc na torze. Oni chcą interakcji i samochodu dla kierowcy – tłumaczy Preuninger. – Dlatego porzuciliśmy ścieżkę bycia najszybszymi na Nurburgringu i myślenia tylko o czasach okrążeń.

Wypowiadający się o nowym Porsche 911 GT3 przedstawiciel niemieckiej marki powtórzył słowa Jamesa Maya mówiąc, że samochód, który będzie perfekcyjnie ustawiony pod Nurburgring, nie będzie dobrze jeździł po ulicach.

Czy zatem moda na Nurburgring ma sens? Niekoniecznie. Jest to po prostu marketingowy sposób na przyciągnięcie pewnej grupy klientów. To oznacza, że ten trend niedługo się skończy? Nic na to nie wskazuje. Odosobniony głos z Porsche raczej nic nie zmieni, tym bardziej, że niemiecka marka nie ma zamiaru rezygnować z testowania swoich modeli na Nordschleife. Z drugiej strony nie musi być to takie złe. Mający problemy finansowe tor też zdobywa popularność i korzysta na tym, że producenci samochodów chcą na nim sprawdzać swoje najnowsze konstrukcje.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Felietony:

Rowerzyści ruszyli na ulice i znów robią ten sam błąd Silniki spalinowe niekoniecznie skazane na wymarcie. Zróbmy sobie nową aferę spalinową Polski samochód nie powstanie, pogódźcie się z tym Czy pick-up ma sens, czy też nie? Chcę wiedzieć co kupuję, czyli marzenia o gwarancji doskonałej Skąd tak drastyczne podwyżki polis komunikacyjnych OC? Zmiany w przepisach dla kierowców: wreszcie logiczne czy logiki pozbawione? Napęd na cztery koła to rak, który toczy rajdy Napęd na cztery koła to mit przekuty w wielki rynkowy sukces Auta typu SUV - wady i zalety [felieton] Co się stało z manualnymi skrzyniami biegów? [felieton] Czy przez Panamerę i Cayenne Porsche jest gorsze? [felieton] Kilka słów o F1 [felieton] Supersamochody są bez sensu... [felieton]

Popularne w tym tygodniu:

Czy kultura CB radio umarła? Ile milionerzy płacą za bycie wyjątkowymi? Czyli o najdroższej opcji w ofercie Problem z drogami gruntowymi. Nie wKURZaj ludzi swoją jazdą!