SsangYong Rodius 2,0 Sapphire 4WD AT - test

Czy samochód może być bez cienia wątpliwości brzydki? Tak, pod warunkiem, że jest to SsangYong Rodius lub Fiat Multipla. Choć można by przypuszczać, że Multipla ma swoich fanów. W końcu ktoś kiedyś kupił te kilka tysięcy sztuk, które wciąż od czasu do czasu, niestety pojawiają się na ulicach. Tymczasem SsangYong Rodius…

fot. Marcin Łobodziński

Ten artykuł ma 2 strony:

SsangYong Rodius 2,0 Sapphire 4WD AT — test

Pozwoliłem sobie zerknąć na otoMoto.pl w chwili pisania tego artykułu, by sprawdzić, czy to auto da się kupić jako używane. W ten sposób sprawdzam popularność modelu porównując ilość aut wystawionych na sprzedaż, z utratą wartości. Znalazłem tylko 23 ogłoszenia, z czego 9 sztuk to auta nowe, wystawione przez dilera, pojedyncza demówka, 4 uszkodzone oraz 9 całych i zdrowych. Tyle tylko, że te używane, to poprzednia generacja. Tak duża jest popularność tego modelu. Myślę, że nowy Rodius również nie podbije rynku.

Śmiem twierdzić, że SsangYong Rodius pierwszej generacji to najbrzydsze auto jakie kiedykolwiek było legalnie sprzedawane w cywilizowanym świecie. Osoby z własnej woli kupujące ten samochód, powinny przejść dokładne badanie wzroku. Tylko jakaś niesamowita promocja lub dostanie Rodiusa za darmo mogłoby mnie przekonać do zakupu. Rodius pierwszej generacji jest tak brzydki, że szczerze odradzam szukanie w Google podczas posiłku, a zdjęcia powinny wyłapywać filtry rodzinne! Nowy model jest lepszy, ale niewiele. Jednak na tyle lepszy, że nie wstydziłem się do niego wsiąść. Nie wstydziłem się nim nawet jechać, ale już wstydu najadłem się po drodze, gdy przy każdym hamowaniu włączały się długie światła. Receptą na to było wyłączenie i ponowne uruchomienie silnika.

Bryła SsangYonga Rodiusa co by o niej nie powiedzieć, robi wrażenie na przechodniach i kierowcach innych samochodów. Nie wiadomo co sobie pomyślą o pasażerach, ale samochód potrafi wystraszyć. Nie ma za to problemów z manewrami w mieście. Każdy się zatrzymuje i posłusznie ustępuje. Widoczność do tyłu jest do kitu, a samochód mierzy ponad 5 metrów długości, więc takie rzeczy są na miejscu. Wyposażeniem obowiązkowym powinna być kamera cofania.

Gdybym miał określić jednym słowem stylistykę tego auta powiedziałbym: nieprzemyślana. Styliście jakby zabrakło pomysłu w pewnych obszarach nadwozia. Spójrzcie na auto z profilu. Gdyby wyciąć tylko tę cześć od osi do osi, to samochód nie jest zły. Jednak to przód i tył definiują ogólną bryłę. Przednia linia nadkola jest symetryczna do tylnej, jakby ktoś się pomylił i zaczął tworzyć symetryczny profil z dwoma tyłami lub przodami. O ile jeszcze przednią część da się znieść, to tył… jakby ktoś do końca nie wiedział jak ma wyglądać. Na to wskazuje poprowadzenie bardzo grubego słupka, który w ogóle nie współgra z tylną szybą. Tylny pas to chyba jedyne udane miejsce, ale trzeba patrzeć, nie widząc reszty samochodu. Pas przedni to już kupa niezdefiniowanych pociągnięć ołówka stylisty. Tu taka krzywizna, tam w inną stronę – bez pomysłu.

Podsumowując, nowy SsangYong Rodius wygląda źle, ale nie tragicznie jak poprzednik. W przeciwieństwie do starszego modelu można na niego patrzeć, ale siedząc i patrząc na niego przez godzinę, nie zmieniłem zdania, tak jak to było kilka lat temu w przypadku Nissana Juke’a. Teraz zajrzymy do wnętrza, bo to co brzydkie z zewnątrz, może okazać się funkcjonalne w środku – przynajmniej takie mam doświadczenie z Fiatem Multiplą.

Wnętrze Rodiusa jest bardzo… chińskie. SsangYong to marka koreańska, ale styl projektowania i produkcji mają rodem z Chin. Marne materiały i przypadkowe przełączniki, które raz są wzięte z samochodu osobowego, a innym razem z kombajnu zbożowego, to wizytówka chińskich samochodów. Pierwsze wrażenie jest dobre, bo Rodius jest bardzo przestronny. Ma trzy rzędy siedzeń, ale w drugim są tylko dwa fotele. Widocznie projektanci pomyśleli, że jeśli podróżować w tak licznym gronie, to wygodnie. Problem w tym, że w drugim rzędzie nie jest wygodnie. Owszem, fotelom trudno cokolwiek zarzucić poza jakością wykonania, ale umieszczono je tak blisko podłogi, że wysocy pasażerowie będą siedzieć z kolanami na wysokości klatki piersiowej. Przy moim wzroście 1,8 m nie chciałbym nim jechać w długą podróż, bo siedziałbym tam tylko na pupie. Całe uda wisiałyby w powietrzu. Zdecydowanie lepiej jest w trzecim rzędzie, gdzie miejsca jest dużo, a przesunięcie środkowych foteli do przodu pozwala niemal na wyprostowanie nóg. Można w nich również złożyć oparcia i mieć stoliki lub podpórkę na nogi. Najwygodniej, ale i najciekawiej jest z przodu.

Zobacz również: SsangYong Korando D2.0T - test napędu 4x4

Deska rozdzielcza jest przeogromna, a wielkie zegary umieszczone na środku pogłębiają to wrażenie. Kokpit nie zmienił się zbytnio w stosunku do poprzednika. Wielkie koło kierownicy umożliwia zarządzanie zestawem audio, telefonem i biegami. Ma nawet podgrzewanie. Za nim kryje się mały wyświetlacz pokazujący prędkość, aktualny bieg i podstawowe informacje z komputera pokładowego. Jest bardzo czytelny w przeciwieństwie do wskaźników na środku, w których odbija się światło. Są one chyba przeznaczone dla wszystkich pasażerów z tyłu, gdyż wielkość pozwala obserwować je nawet z trzeciego rzędu.

Na środkowej części deski rozdzielczej znajduje się bardzo staroświeckie radio i panel klimatyzacji. Osobnym pokrętłem można regulować nawiew dla drugiego rzędu. Każdy rząd ma osobne nawiewy i pokrętła regulacji ich siły. Poniżej są dwa uchwyty na kubki – ogromne, wyłaniające się z czeluści deski rozdzielczej, a niemieszczące zbyt dużych kubków. Pomiędzy nimi znajdują się dwa gniazda zapalniczki. Wyżej nad lusterkiem wstecznym umieszczono bardzo nieczytelny zegarek, przy którym umieszczono trochę za dużo przycisków, ale domyślam się, że przeznaczony jest dla drugiego rzędu. Po lewej stronie od kierownicy mamy miejsce na kartę płatniczą, trzy przełączniki z traktora i poniżej wajcha do spuszczania hamulca postojowego, który włącza się pedałem.

Jest kilka fajnych i praktycznych rozwiązań w tym dość ciekawym projekcie wnętrza. Tempomat obsługuje się rewelacyjną dźwigienką pod kierownicą, bardzo intuicyjnie. Ciekawie pomyślano o obsłudze biegów w automatycznej przekładni. Przyciski na kierownicy to jedno, ale czymś całkowicie kapitalnym jest mały pstryczek umieszczony na drążku. Można go przesuwać w przód i w tył zmieniając biegi w bardzo wygodny sposób. Kolejnym plusem jest podłokietnik, który na wierzchu ma kilka mniejszych schowków, pod nim jest już większy, a pod tym schowkiem jeszcze jeden ogromny i dodatkowy średni. Warto wspomnieć o stolikach rozkładanych na oparciach przednich foteli dla drugiego rzędu.

Sugerując się wielkością auta, bagażnik mnie nie zawiódł, przynajmniej pod względem pojemności. Problem tylko w tym, że od przestrzeni pasażerskiej nie oddziela go żadna półka. Poza tym, podłoga nie jest równa bowiem znajdują się na niej szyny do mocowania… czwartego rzędu siedzeń! W Polsce nie są dostępne. Na nasze europejskie warunki bagażnik jest ogromny, ma 860 litrów przy trzech rzędach siedzeń. Po wyjęciu wszystkich foteli otrzymujemy samochód dostawczy.

Siedząc na dość wygodnych, podgrzewanych fotelach przednich, można poczuć się jak Amerykanin. Fotel kierowcy ma elektryczną regulację. Całe auto płynie, jest wielkie, ciche i stateczne. Takie jest pierwsze wrażenie. 2-litrowy silnik Diesla o mocy 155 KM zgrany z automatem Mercedesa pracuje jedwabiście i miękko, zapewniając jedynie wystarczające osiągi Rodiusowi ważącemu ponad 2 tony. Napęd to największa niespodzianka i chyba zaleta tego modelu, i to nie tylko na tle licznych wad. Naprawdę zrobiono tu kawał solidnej roboty.

To zaskakujące, ale ten SUV (chyba tak należy go definiować) ma pod spodem klasyczny układ napędowy z dołączaną osią przednią i reduktorem(!). To niebywałe, że SsangYong zdecydował się na tego typu rozwiązanie w tych czasach. Nawet trudno podjąć decyzję, czy jest to zaletą czy raczej wadą. Konstrukcja jest dużo bardziej skomplikowana, rozbudowana i cięższa niż standardowy dziś przedni napęd z dołączaną automatycznie tylną osią. Z drugiej strony, dzięki takiemu rozwiązaniu można spokojnie pokonać dość trudne przeszkody terenowe, np. głęboki, kopny piach lub błoto. Pod warunkiem, że podłoże będzie w miarę równe, bo geometria terenowa mocno ogranicza zdolności Rodiusa.

Jak już wspomniałem, silnik i skrzynia biegów są nastrojone do spokojnej jazdy. Kolejne przełożenia automat zmienia płynnie i prawie niezauważalnie. Niestety klasyczny konwerter momentu plus klasyczny układ napędowy mocno zwiększają spalanie. Właściwie zejście poniżej 9 l/100 km jest niemożliwe, nawet przy bardzo spokojnej jeździe. Normą będzie spalanie średnie na poziomie minimum 11 l/100 km.

Niestety zawieszenie to jedna z największych wad tego modelu, wbrew pierwszemu wrażeniu. Jest dziwnie zestrojone. Przy jeździe po równej nawierzchni wydaje się, że jest miękkie i bardzo komfortowe, ale po zjechaniu na gorsze drogi wychodzi szydło z wora. Koła mają niewielki skok, a nierówności wybierane są tak, jakby założono minimum 19-calowe felgi. Wewnątrz czuć dziury i słychać hałas. Niestety opony Nexen o rozmiarze 235/60 R17 nie zapewniają ani dobrej przyczepności, ani sprężystości. Trochę szkoda, bo gdyby zawieszenie bujało i dobrze wybierało nierówności, to byłby już jakiś kierunek. A tak nie ma ani komfortu, ani stabilności.

Zaletą powinna być cena, ale niestety nie mam dobrych informacji i w tym temacie. SsangYong Rodius dostępny jest w trzech standardach wyposażenia, a najtańsza wersja kosztuje 99 tys. zł. I to by była jeszcze dobra oferta za auto tej wielkości z terenowym układem napędowym. Niestety w podstawowej wersji nie będzie tego drugiego. By cieszyć się napędem 4×4 trzeba do wersji Quartz (112 tys. zł) dopłacić jeszcze 9 tys. zł, co razem daje 121 tys. zł. Gdy dołożyć do tej kwoty 8500 zł – dokładnie tyle, ile wymaga dopłaty automat w Rodiusie — można kupić np. Fiata Freemonta z silnikiem o mocy 170 KM, napędem 4×4 i automatem. Dużo ładniejsze, nowocześniejsze i bezpieczniejsze auto, z dobrym serwisem i dużo lepszą jakością wykonania. Nic dziwnego, że Rodiusa nie spotkacie na polskich drogach. Jest kiepską ofertą, a klasyczny układ napędowy może być zaletą dla nielicznych. Zresztą takie osoby i tak wybiorą pewnie Suzuki Grand Vitarę lub inne auto.

PLUSY:

Obszerne wnętrze
Ogromny bagażnik
Kulturalnie pracujący silnik i skrzynia biegów
Wygodna obsługa
Obecność reduktora
Bogate wyposażenie

MINUSY:

Niewygodnie w drugim rzędzie
Kiepskie materiały wnętrza
Bagażnik nie oddzielony od przestrzeni pasażerskiej
Nierówna podłoga bagażnika
Niespójna praca zawieszenia
Mocno przeciętne osiągi
Wysokie spalanie
Przestarzałe audio
Fatalna widoczność do tyłu (brak kamery cofania)
Wysoka cena

Ogólna ocena samochodu: 3/10

SsangYong Rodius 2,0 Sapphire 4WD AT — galeria zdjęć

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Toyota Land Cruiser 150 3,0 D4D A/T Invincible - test Toyota RAV4 2,0 D AWD Prestige - test Škoda Octavia 1,2 TSI (85 KM) Active - test Mercedes-Benz klasa V 250 Bluetec Edition1 - test większej S-klasy Nowy Mini Cooper - test kultowego malucha Renault Mégane 5d 1,2 TCe 130 KM BOSE - test Lexus GS300h Prestige - test Škoda Octavia Scout 2,0 TDI 184 KM DSG – pierwsza jazda Peugeot 308 SW 1,2 e-THP 130 - pierwsza jazda Ford Tourneo Connect 1,6 TDCi Titanium - test Peugeot 2008 1,6 VTi Allure - test Citroën C5 Tourer 2,2 HDI A/T Exclusive - test Ford Ka 1,2 Trend+ - test BMW X6 M50d - test Toyota Hilux SR5 3,0 D4D A/T - test Citroën C4 Grand Picasso Intensive 1,6 e-HDI 115 KM - test Škoda GreenLine i Green-Tec - pierwsza jazda Volkswagen Amarok Canyon 2,0 TDI 4x4 - test Mercedes-Benz Citan 111 CDI Mixto - test Mitsubishi Outlander PHEV - pierwsza jazda Škoda Octavia Combi RS TSI MT - test Seat Alhambra Style 2,0 TDI 140 KM CR 4Drive - test Volkswagen Golf Sportsvan 1,4 TSI 150 KM - pierwsza jazda Opel Ampera - test

Popularne w tym tygodniu:

Mercedes C450 AMG 4Matic (2016) - V6 lepsze od V8? Wilk z Domaniewskiej – Aston Martin V12 Vantage S na ulicach Warszawy Gladiator Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC: przestarzały czy dojrzały?