Rolls-Royce Phantom Series II - test, opinia, spalanie, cena

Rolls-Royce Phantom to najbardziej konserwatywna i zarazem luksusowa limuzyna na świecie, która składana jest od 13 lat w niemal niezmienionej formie, a jej korzenie sięgają aż 1925 roku. Współczesny Series II zaprezentowany 3 lata temu praktycznie nie różni się od starszego Series I. Od strony stylistyki zmieniono tylko światła do jazdy dziennej. Dlaczego? Dotychczasowi klienci stwierdzili, że nie trzeba w nim nic poprawiać, bo to samochód perfekcyjny, a Rolls-Royce się ich posłuchał.

fot. Mariusz Zmysłowski

Ten artykuł ma 2 strony:

Rolls-Royce Phantom Series II — test, opinia

Przymiotnik "perfekcyjny" jest ściśle związany z samą marką. Henry Royce mawiał, że małe rzeczy czynią perfekcję, ale perfekcja nie jest rzeczą małą. Patrząc na Phantoma o rozmiarach 5842 mm długości, 1990 mm szerokości i 1638 mm wysokości nie sposób temu zaprzeczyć. Samochód ten w całym swoim majestacie i z chłodnym spojrzeniem brytyjskiego lorda na drodze budzi szacunek, a szacunek to kolejny po perfekcji kluczowy element filozofii marki.

To właśnie ze względu na poszanowanie znaku firmowego, logo na kołach zawsze znajduje się w pozycji pionowej, nawet gdy ogromne obręcze sięgające niemal połowy wysokości niosą Phantoma wysoko nad ziemią. Na wszystko dookoła można patrzeć z góry, w przenośni i dosłownie. Inne luksusowe samochody nie robią żadnego wrażenia na kimś kto zerka na nie z kabiny swojego Rolls-Royce'a.

Dwubarwny lakier jeszcze bardziej podkreśla masywną sylwetkę auta i zwraca uwagę otoczenia.

Określenie "swój" ma tutaj niemałe znaczenie, bo zakup Rolls-Royce'a to nie tylko wybór, ale też niemal pełna indywidualizacja egzemplarza pod siebie, którego konfiguracja i związane z nią decyzje mogą zająć nawet rok czasu. Podobno nie ma rzeczy, której nie dałoby się przygotować dla klienta, oczywiście o ile jest ona zgodna z prawem i spełnia odpowiednie kryteria jakościowe, które dla marki są kwestią kluczową. Przedstawiciele Rolls-Royce'a nie ukrywają, że nie są strażnikami estetyki klientów, mogą jedynie doradzać oraz sugerować, jednak na końcu finalna decyzja zawsze należy do przyszłego właściciela.

Wszystko co psuje estetykę klasycznej kabiny musi być schowane.

Współczesna historia marki zna przypadki opracowywania specjalnego lakieru nadwozia pod kolor dojrzałego jabłka z sadu wraz zachowaniem refleksów światła pojawiających się na skórce, wykończenia wnętrza kabiny dębiną z ogrodu czy jedwabnej tapicerki z ręcznie malowanymi wzorami przez artystów z dalekiej Azji. To oczywiście tylko garstka specyficznych życzeń, a wszystko jest również kwestią pieniędzy, o których oficjalnie się tutaj nie mówi, tak samo jak o wolumenie sprzedaży czy samym klientach. Wiadomo jednak, że mimo filozofii marki pieniądze odgrywają tu ogromną rolę, a produkty z Goodwood są dostępne tylko dla wybranych, którzy mają ich w nadmiarze. Warto wspomnieć, że statystycznie Phantoma wybierają niemal wyłącznie mężczyźni. To samochód bardzo dojrzały, bezkompromisowy i mocno konserwatywny zarazem.

Schowek na cygara z drewna cedrowego to jeden z elementów zrobionych w tym egzemplarzu na zamówienie.

Elementy klasycznej stylizacji sięgają tu nawet lat 20. minionego wieku. Kiedy siadasz za wielką jak patera kierownicą o niezwykle cienkim wieńcu i spojrzysz przed siebie na wysublimowane zegary i otaczające Cię połacie drewna oraz skóry zaczynasz czuć zapierający dech w piersiach zapach klasyki. Już sam widok "Spirit of Ecstasy" nadającej kierunek za przednią szybą wzbudza niemałe emocje i uzależnia.

Figurka zwana Spirit of Ecstasy na masce to rzadki, widok, ale szczególnie przyjemny, gdy widzi się ją z fotela kierowcy.

Wnętrze zaprojektowano z myślą o najwyższych odczuciach estetycznych. Z tego też powodu wszystko co przydatne, ale psuje ekskluzywny charakter zostało schowane. Chcesz mieć podgląd ekranu multimediów – musisz najpierw otworzyć go kosztem analogowego zegarka, zaburzając przy okazji majestatyczną linię deski rozdzielczej. Chcesz skorzystać z kontrolera multimediów będącego odpowiednikiem BMW iDrive – musisz wysunąć go z tunelu środkowego. Chcesz wyregulować siedzisko – musisz podnieść podłokietnik. Wszystko jest ukryte, aby swoją przyziemnością nie burzyło harmonijnego klimatu luksusowego rzemiosła. Nie ma tu mowy o akceptacji nowoczesności, wszystko zdominowane jest przez klasykę i to ona ma być na pierwszym planie. Nawet regulacja sześciostrefowej klimatyzacji za pomocą ruchomych krążków to rozwiązanie mające w Rolls-Royce'ach prawie 100 lat tradycji.

Krążki od regulacji temperatury sześciostrefowej klimatyzacji to element mający blisko 100 lat tradycji.

Jak można się spodziewać, dzięki dbałości o szczegóły i wykorzystaniu starannie wyselekcjonowanych materiałów jakość wykończenia wnętrza jest rewelacyjna. Największe wrażenie robi wspomniane wcześniej drewno o starannie dobranej strukturze sąsiadujących elementów, ale również detale stalowych nawiewów wentylacji czy skórzanej, perforowanej podsufitki, z tyłu imitującej gwiaździste niebo, które za pomocą przycisku można dowolnie rozjaśniać. Oczywiście pojawiają się drobne niedociągnięcia, ale to wszystko kwestia ręcznego montażu, który sam w sobie dodaje całości jeszcze więcej szlachetności.

Konserwatywna kompozycja, dbałość o detale i świetne materiały wykończeniowe to wizytówka Phantoma.

Jazda Phantomem to wyjątkowe doznanie, czujesz się jakbyś prowadził okręt, bo zawieszenie jest niezwykle miękkie. Jadąc prosto bujasz się na falach poprzecznych nierówności, a kiedy pokonujesz zakręt czujesz, że łapiesz przechył jak żaglówka na wietrze. Twoje ciało za sprawą siły odśrodkowej zsuwa się z klasycznie niewyprofilowanego siedziska. Fotele może nie są wyjątkowo wyszukane i nie mają kilkudziesięciu kierunków regulacji, ale są na tyle obszerne, miękkie i wygodne, że tak naprawdę nawet ich nie potrzebują.

Fotele praktycznie nie są wyprofilowane, ale właśnie takie mają być.

Wewnątrz dzięki świetnemu wyciszeniu w ogóle nie słychać jednostki napędowej. Jedyne co dociera do uszu to szum powietrza opływającego kanciastą bryłę karoserii. Można poczuć się jak w bezszelestnym aucie elektrycznym, choć Phantom nie ma z nim oczywiście nic wspólnego, gardzi nowoczesnością. Silnik pracuje aksamitnie równo nie generując praktycznie żadnych odczuwalnych drgań, a jego reakcja na dodanie gazu zadziwia delikatnością. Benzynowe V12 o godnym litrażu 6,75 leniwie i jakby od niechcenia oddaje siłę napędową na tylne koła. Moment obrotowy płynie proporcjonalnie od chwili kontaktu stopy z pedałem przyspieszenia bo 540 Nm dostępnych jest już od 1000 obr./min. Ciężko tu jednak mówić o zakresie użytecznych prędkości obrotowych, ponieważ tradycyjnie dla Rolls-Royce'ów zamiast obrotomierza kierowca ma wskaźnik zapasu mocy. Można napisać natomiast, że moc jaką dysponuje silnik Phantoma jest wystarczająca, zresztą przez lata Rolls-Royce w swoich katalogach podawał zamiast konkretnych liczb właśnie takie określenie.

Phantom jak na swoją masę i gabaryty jest bardzo szybki, ale nie gwałtowny. Ośmiobiegowa przekładnia automatyczna lubi delikatnie żonglować przełożeniami i jej podejście do pracy nie zmienia się zbytnio nawet w trybie S, który trzyma wyższe obroty. Wewnątrz nie czuć co tak naprawdę dzieje się z układem napędowym, kierowca ma być od tego zupełnie odcięty. Nie może sam zmienić przełożenia, bo byłoby to niezgodne z filozofią Phantoma, który ma wieźć swojego właściciela najlepiej jak potrafi. Dlatego też praca elementów pneumatycznego zawieszenia, układu kierowniczego czy reakcja skrzyni uzależnione są od tego jak Phantom rozpoznaje temperament kierowcy. To ciekawe uczucie, które wymaga chwili przyzwyczajenia, ale trzeba przyznać, że wrażenia z jazdy zachwycają.

Mając ten samochód na kilka dni, ciężko się zdecydować, czy lepiej jeździć z przodu, czy może z tyłu...

Zbiór tych cech sprawia, że jazda flagowcem Rolls-Royce'a mimo drzemiącego w nim potencjału daje najwięcej radości przy prędkościach 120–140 km/h. Wtedy też Phantom zużywa najmniej paliwa, realnie około 14,0 l/100 km. Wybierając drogę przez miasto trzeba liczyć się ze sporo mniejszym zasięgiem, bo spalanie sięga 25, a nawet 30 l/100 km. Nie ma tutaj systemu odłączania cylindrów, trybu dryfowania na luzie czy nawet systemu Start&Stop. Phantom nie przejmuje się tym ile trzeba wydać na przyjemność obcowania z nim, a średnie zużycie paliwa i zasięg pokazywane przez komputer pokładowy mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Cóż, Spirit of Ecstasy też pić musi.

V12 o pojemności 6,75 l i mocy 460 KM jest "wystarczające".

Jeśli nie patrzeć na drastycznie spadający poziom paliwa jazda Rolls-Roycem niesamowicie relaksuje, nawet po kilkuset kilometrach wysiada się z niego z pełnią sił witalnych, nie ważne czy z przedniego fotela, czy z tylnej kanapy, do którą prowadzą otwierane pod wiatr i zamykane elektrycznie drzwi.

Światła do jazdy dziennej w technologii LED to jedyna zmiana w nadwoziu między Series I i Series II.

Pasażerowie drugiego rzędu mają swoje strefy klimatyzacji z indywidualną regulacją temperatury i siły nawiewu, rozkładane stoliki, niezależne wyświetlacze z wbudowanym dekoderem TV i kontroler taki sam jak kierowca. Można ustawić sobie niemal wszystko czego się potrzebuje sącząc przy tym szampana z ukrytej pod kanapą lodówki i trzymając stopy na miękkich, kilkucentymetrowych dywanikach, które uszyto z bawełny najlepszej jakości. Duża, zamknięta przestrzeń i odpowiednio zaprojektowana pod nią scena muzyczna sprawiają, że w żadnym innym aucie muzyka nie cieszy tak jak w Phantomie. Subwoofery zamontowano między elementami podwójnej podłogi tak aby lepiej rozprowadzać niskie tony po całej kabinie, głośniki średnio i wysokotonowe otaczają pasażerów w taki sposób, aby każdy mógł choć na chwilę rozpłynąć się słuchając ulubionych utworów, a w takim otoczeniu muzyka klasyczna smakuje najlepiej.

Sama kanapa jak na auto tej klasy jest oczywiście bardzo wygodna i oferuje ogrom miejsca, jednak przydałaby się jakakolwiek regulacja aby móc wydajniej odpoczywać w podróży, niestety w przypadku odmiany pięcioosobowej nie jest ona dostępna, tak samo jak wiele innych udogodnień, które można znaleźć w kilkukrotnie tańszych limuzynach. Poza świetnym nagłośnieniem, systemem kamer parkingowych czy nawigacją Phantom nie ma zbyt wielu elektronicznych gadżetów, ale właśnie taki ma być — lekko cofnięty do dawnych lat. Patrząc w ten sposób na jego niektóre braki zaczynasz rozumieć, że tak naprawdę to nie wady, ale cechy, które pozwalają mu pozostać ekstrawaganckim, wysublimowanym i konserwatywnym dziełem sztuki na kołach.

Sztuka zmienia ludzi i ma to swoje odzwierciedlenie również w przypadku samochodów. Po bliskim kontakcie z Phantomem spojrzenie na żadnego Mercedesa, BMW czy Audi nie będzie już nigdy takie samo. To zupełnie inna klasa luksusu, niedostępna, rzadko spotykana, do której wstępu nie mają nawet Bentley czy Maybach. To samochód, który w całym swoim obliczu uzależnia i sprawia, że zaraz po zamknięciu drzwi zaczynasz za nim naprawdę tęsknić, a najgorsze jest to, że raczej nie masz wystarczającej ilości gotówki, żeby móc jeszcze raz je otworzyć.

PLUSY:

Niespotykany nigdzie indziej poziom luksusu
Świadomy konserwatyzm
Przestronność kabiny
Jakość wykończenia wnętrza
Prostota obsługi
Świetne wyciszenie
Komfort jazdy
Dynamika

MINUSY:

Zużycie paliwa podczas typowej jazdy miejskiej
Bagażnik, który bardzo mocno się nagrzewa od układu wydechowego
Brak przydatnych udogodnień elektronicznych (wada względna)

Ogólna ocena samochodu:

10/10

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy właścicielom Pałacu Rozalin.

Rolls-Royce Phantom Series II — zdjęcia

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowe BMW X4 xDrive 28i - test, opinia, spalanie, cena Renault Mégane Grandtour 1.6 dCi 130 Limited - test, opinia, spalanie, cena Nowy Volkswagen Sharan (2015) 2.0 TDI DSG - test, opinia, spalanie, cena Land Rover Discovery Sport 2.0 Si4 HSE - test, opinia, spalanie, cena Nowa Mazda MX-5 ND (2015) 2.0 Sky-G - test, opinia, spalanie, cena Nowy Hyundai i20 1.2 MPI – test, opinia, spalanie, cena Audi A3 Sportback e-tron - test, opinia, spalanie, cena Volvo XC70 D4 Drive-E Summum Inscription - test, opinia, spalanie, cena Lexus NX200t - test, opinia, spalanie, cena Mercedes-Benz CLA200 Shooting Brake - test, opinia, spalanie, cena Mitsubishi Outlander PHEV (2015) - test, opinia, spalanie, cena Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI - test, opinia, spalanie, cena Škoda Fabia III Ambition 1,0 MPI LPG - test, opinia, spalanie, cena Audi A6 limousine 3.0 TDI quattro S line - test, opinia, spalanie, cena Mercedes-Maybach S600 - test, opinia, spalanie, cena Nowy Ford Focus ST 2.0 EcoBoost - test, opinia, spalanie, cena Opel Insignia OPC – test, opinia, spalanie, cena Honda CR-V 1,6 i-DTEC Lifestyle - test, opinia, spalanie, cena Volkswagen Touareg 3.0 TDI 4Motion - test, opinia, spalanie, cena Renault Twizy - test, opinia, zużycie energii, cena Volkswagen Golf Alltrack 2.0 TDI 4Motion DSG - test, opinia, spalanie, cena Nowe Audi RS4 kontra RS6 - test, opinia, spalanie, cena Nowe Suzuki Vitara 1.6 VVT AllGrip XLED - test, opinia, spalanie, cena Renault Mégane R.S 275 Trophy - test, opinia, spalanie, cena

Popularne w tym tygodniu:

Fiat Tipo SW 1.4 T-Jet: najlepsze kompaktowe kombi na rynku? Porsche Macan Turbo Performance: najlepsze Porsche w historii Ford Mustang Shelby GT350R - o Mount Everest, kanapce i V8 z piekła rodem Pierwsza jazda najnowszym Hyundaiem i30 N. Byliśmy w Korei i testowaliśmy przedprodukcyjny model Mini Clubman Cooper S All4 – mini dla dorosłych