Droga to miejsce, gdzie wszyscy sobie ufamy [felieton]

Fot. crashstuff.com

Fot. crashstuff.com

Dziś ciężko ufać wszystkim we wszystkim, ale jest jedno takie miejsce, gdzie musimy sobie ufać bez wyjątku. To drogi.

Miejsce, gdzie można przetrwać jedynie dzięki zaufaniu do innych. I mimo że mamy kierować się zasadą ograniczonego zaufania, to w minimalnym stopniu musimy wierzyć każdemu – kierowcy starego Fiata, nowego BMW, leciwego dostawczaka czy ogromnego TIR-a jadącego z naprzeciwka. Musimy mieć nadzieję, że nie będzie chciał sprawdzić twardości blach naszego samochodu. Jeśli nie wyzbędziemy się takich obaw, nerwicy za kółkiem można nabawić się już po kilkukilometrowej przejażdżce.

Marka SAAB znowu nad przepaścią

Można martwić się, czy na skrzyżowaniu równorzędnym ta pani z lewej ustąpi nam pierwszeństwa albo czy ten pan jadący za nami zauważy, że na pomarańczowym to jednak hamujemy, a nie próbujemy przemknąć. Możemy sobie nie ufać w wielu sytuacjach, ale na drogach, siłą rzeczy, ufamy sobie. Nie boimy się (oczywiście do pewnego stopnia), że ktoś przekroczy swój pas ruchu i przyozdobi bok naszego auta stylowym przetłoczeniem, pozostawiając piękny ślad swojego lakieru.

Dlaczego ufamy sobie akurat na drodze? Jest tak, ponieważ droga to jedno z niewielu miejsc, gdzie wszyscy jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, wszyscy mamy ten sam interes. Nikomu nie zależy na stłuczce czy kolizji. Oczywiście mniej zależy na wozie właścicielowi piętnastoletniego Volkswagena niż półrocznego Mercedesa, ale żaden z nich nie chce mieć w ogóle żadnych problemów, czy to mniejszych, czy większych.

Fot. airexpertsofmichigan.com

Fot. airexpertsofmichigan.com

Skąd w takim razie wypadki? Nieuwaga, głupota, nieznajomość przepisów i brawura. To ostatnie to akurat pojęcie względne, bo każdy inaczej określi brawurowe zachowanie na  drodze. Znajdą się tacy, którzy będą krzyczeli: prędkość! Ale parafrazując Jeremy’ego Clarksona: duża prędkość jeszcze nikogo nie zabiła, tylko nagłe zatrzymanie się. Może to tylko gra słówkami, ale przyznacie, że jest w tym sporo racji. Bo tak naprawdę prędkość to stosunkowo mały problem. Jeśli jedziemy szybko (ale w granicach rozsądku i z wyobraźnią!), to jedziemy po drodze, czyli tam, gdzie powinniśmy być. Inni kierowcy i ewentualni przechodnie wiedzą, że mogą się nas tam spodziewać. A jeśli ktoś zawraca na strzałce kierunkowej lub przez pas zieleni, przejeżdża na późnym zielonym (czyt. wczesnym czerwonym), przecina linie ciągłe, albo wjeżdża pod zakaz, popełnia poważniejsze wykroczenie.

Fot. dyehlah.files.wordpress.com

Fot. dyehlah.files.wordpress.com

Stawiając się w roli szarego kierowcy, dużo bardziej boję się, że ktoś wykręci podobny numer, niż że wyprzedzi mnie ze wskazówką prędkościomierza nawet blisko dwójki i dwóch zer (no a jeśli ma Bugatti Veyrona, to nawet koło czwórki i dwóch zer) – nie przeszkadza mi to zupełnie.

Lancia Delta – królowa grupy A | Historia WRC

Na drogach występuje też pewien rodzaj solidarności, takiego superzaufania pomiędzy kierowcami samochodów tej samej marki lub wręcz tego samego modelu, czy już naprawdę ściśle: generacji danego modelu. Tworzą się obozy, w których kierowcy pomagają sobie jeszcze bardziej. Sam jestem kierowcą Seata i często chętnie wpuszczę przed siebie innego „seatowca”, a jak jedzie Leonem, to już w ogóle…

Fot. Thripp Photography

Fot. Thripp Photography

Z kierowcami Leonów po prostu czuję jakąś specjalną więź. Przecież wybrali ten sam model co ja – ze względu na to muszą być do mnie choć trochę podobni. Za kierownicą innych Leonów zasiada takie moje motoryzacyjne rodzeństwo. Podobnie jest z samochodami, które podziwiamy. Kto nie przepuściłby np. Gallardo tylko po to, aby je dłużej pooglądać i posłuchać dźwięku dobiegającego z wydechu?

Porsche 911 GT2 RS – supertest

Kierowcy supersamochodów mogą czuć się uprzywilejowani w oczach fanów motoryzacji i z pewnością mogą spodziewać się oznak sympatii. Ale tu dla kontrastu należy wspomnieć  też o tych ludziach, którzy przez zwykłą zazdrość nie wpuszczą wspomnianego Gallardo: Niech sobie nie myśli, że jak ma Lamborghini to jest lepszy – niech czeka.

Regulamin komentowania

  • Kuba

    Nie tak do końca jest z właścicielami samochód tej samej marki… ten co jeździ chevroletem corvette raczej nie czuje specjalnego związku z kimś kto ma aveo ;) nawet nie sądzę, aby właściciel Leona Cupra R jakoś wyjątkowo patrzył na posiadacza 1.9 TDI.

    A wiem co mówię, bo sam mam samochód, który występuje w różnych dość odbiegających od siebie wersjach i jak widzę 1.9TiD to wiem, że za kierownicą będzie starszy pan albo pani z którymi nie mam za wiele wspólnego. Dlatego uważam, że dopiero konkretna wersja, konkretnego modelu auta może dawać nam do zrozumienia, że ktoś jest podobny do nas.

    Powiem więcej… to nie marka, lecz rodzaj, wersja samochodu daje więcej wspólnych punktów z niektórymi kierowcami. Dla przykładu ktoś kto ma Nissana Patrola ma więcej wspólnego z włascielem Toyoty Landcruiser, czy właściel Subaru Imprezy z Mitsubishi Lancerem, a ktoś kto ma klatkę w CC z kimś kto ma klatkę w civicu :)

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Corvette i Aveo… Aveo to nie jest „prawdziwy Chevrolet”, a przynajmniej nie tak prawdziwie amerykański jak Corvette :P To prawie jakby porównywać Gallardo i Fabie (wiem, że to gruba przesada, no ale obie marki mają coś wspólnego: należą do VW (Lambo bezpośrednio do Audi)).
    Natomiast jeśli chodzi o konkretne wersje samochodów to masz rację. Jednak statystyczny kierowca nie ma Cupry R, Cupry, czy nawet wersji FR. Ale jeśli już ma to zgadzam się, że uśmiechnie się bardziej na widok kogoś w innym hot hatchu niż do kogoś w Leonie w dieslu. Ale dalej na pewno więcej wspólnego znajdzie z kimś w tym zwykłym Leonie, niż z kimś np. w Civicu.

  • Kuba

    No jeśli mówimy o cywilnych wersjach aut to tak zdecydowanie.
    Ogólnie zgadzam się z tym co napisałeś. Jednak w zdecydowanej większości po drogach jeżdżą kierowcy, a nie fani motoryzacji :/ Dla znakomitej większości wybór, który padł na konkretne auto mało ma wspólnego z fascynacją marką, modelem, a często bardziej kolorem i zużyciem paliwa.

    I tak jak spotyka się dwóch kierowców: 60 letni Pan Zbyszek w Hondzie Civic bo mało pali i była dobra promocja u dilera i 25 letni Pan Paweł, który kupił Honde Civic bo się dobrze prowadzi, podoba mu się design i wogóle ceni sobie markę (bo zna jej historię np.) … co ich łączy ? Czy Pan Zbyszek wogóle zwróci uwagę na Pana Pawła ? nie sądzę…

  • jamjestja

    Dzisiaj przede mną koleś w felicij stoi na pierwszym rondzie i się zastanawia pół godziny kiedy wyjechać. Jadę dalej za nim, następne rondo, a ten bez zatrzymania wbił się na nie wymuszając pierwszeństwo i zmuszając kierowce jadącego już po rondzie do ostrego hamowania.
    Podstawowym problemem moim zdaniem jest nieznajomość przepisów (wymuszenia pierwszeństwa głównie) i piesi którzy często znienacka wychodzą na drogę

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Hipotetyczny Pan Zbyszek i Pan Paweł nie, tu się też zgadzam. Ale Ci wszyscy, którzy tu zaglądają są takimi Panami Pawłami właśnie i oni (czyli my) przynajmniej chcą wierzyć w to, że wybór samochodu przez innych nie był dziełem przypadku, czy też tylko dużej obniżki ceny w salonie „za rogiem”.

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Ronda to niestety dalej dla części kierowców czarna magia.

  • Kuba

    Trafny argument :)

  • b.a

    jak to powiedział znajomy są kierowcy którzy mają prawo jazdy i są kierowcy którzy potrafią jeździć a niestety takich jest mało

  • Grupa

    Prędkość nie zabija tylko głupota kierującego tym lub innym pojazdem.

  • Zboczonyztematu

    Być może nieco zboczę z tematu, ale…

    „duża prędkość jeszcze nikogo nie zabiła, tylko nagłe zatrzymanie się.”

    Ciekawe. A z czego wynika to „nagłe zatrzymanie”? Ano z tego, że ktoś zbyt późno dostrzegł zagrożenie na drodze. A czemu zbyt późno? Dlatego, że za szybko jechał. Niestety, idiota klarkson znów nie zabłysnął. Im większa prędkość, tym dłuższa droga hamowania, tym gorsza reakcja na zagrożenie, tym mniejsza szansa na opanowanie manewrów, tym mniejsza szansa, że inne pojazdy na drodze odpowiednio zareagują itp. itd.
    Ten jego tekst brzmi jak jakieś żałosne usprawiedliwienie do zapier**lania po drogach i szukania powodów wypadków gdzie indziej, byle nie we własnej głupocie podyktowanej chęcią bezmózgiego zapier**lania. Nie wiem do kogo może trafiać ten jego błyskotliwy-inaczej tekst, chyba tylko do dzieciaków zajaranych gierkami konsolowymi, albo do burżujów którzy w portfelu mają osobą przegrodę „na mandaty chwdp joł”.

    Ale generalnie wiadomo jak to jest na tym idiotycznym świecie, zawsze wszystko od dupy strony, zamiast najpierw zadbać o bezpieczeństwo a na końcu o zapier**lanie, to najpierw jest zapier**lanie a na końcu… czepianie się o wszystko co ma związek z bezpieczeństwem, czyli: przepisy, policję, drogowców, stan dróg, innych kierowców itp. itd. Przecież to jest żałosne i totalnie godne pogardy zachowanie, ale ludzie tego nie widzą, bo przecież jeden drugiego poklepuje po pleckach.

    Powód wypadków, to w totalnie zdecydowanej większości przypadków czynnik ludzki. A owym czynnikiem jest IGNORANCJA. Ignorancja przede wszystkim bezpieczeństwa, warunków na drodze i życia. Brawura, głupota itp., to wszystko bierze się z ignorancji. Z tym trzeba walczyć, w każdy możliwy sposób. Szkoda, że póki co, jedyne co widać, to wprowadzanie kolejnych komputerów w samochodach, które mają myśleć za kierowcę i naprawiać jego ignorancję. Oczywiście nie mówię, że to coś złego, ale… człowiek powinien polegać przede wszystkim na sobie. Być świadomym uczestnikiem na drodze. A nie kozakiem, któremu ciągle wszędzie się spieszy, a bezpieczeństwo i przepisy to dla niego „zal.pl”…

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Nikt nie mówi tu (ani Clarkson, ani ja) o tym, żeby zawsze i wszędzie jeździć szybko. Tam gdzie można sobie na to pozwolić, bo droga dobra, samochód sprawny i warunki odpowiednie, to jak ktoś czuje taką potrzebę, to czemu nie? Nikt nie namawia do przekraczania prędkości w miastach i terenach zabudowanych, do szaleństwa na bocznych, nierównych drogach, gdy jeszcze dodatkowo pada deszcz. Nie, bo to głupota! Sam czuję się jak kursant jadąc 50/60km/h po Warszawie, gdy (prawie)wszyscy mnie wyprzedzają. Jeździjmy z wyobraźnią! Dlatego też za trzeci akapit biję Ci brawo.

  • AUDIPOWER

    http://tinyurl.com/efgsd435
    wciągam twojego leona na prostej

  • Guest

    „Szkoda, że póki co, jedyne co widać, to wprowadzanie kolejnych komputerów w samochodach, które mają myśleć za kierowcę i naprawiać jego ignorancję.” Całkowicie się z Tobą nie zgadzam pod tym względem. Kontrolę trakcji, ABS, ESP i wszystko inne wyłączaj… ale jedynie poza drogami publicznymi. niestety nie raz już widziałem osoby, które po dwóch rajdach stwierdzają, że mogą już na drodze wszystko… z jedną ręką na kierownicy (dla czego więc nie spróbować driftu przez skrzyżowanie w centrum miasta itp.). „Człowiek powinien polegać na sobie” – ale jedynie wtedy gdy jego błąd nie zagrozi innemu uczestnikowi na drodze. Kręcenie bączków na parkingu to za mało żeby polegać jedynie na sobie.

  • Marcin Łobodziński

    Autorze właśnie napisałeś o tym, nad czym czasem wpadam w zadumę jak jestem w trasie. Jedę sobie drogą i mijam kolejne samochody, tak naprawdę na odległość…metra? 100km/h ja i 100 km/h on. Nikt nie miałby szans na przeżycie przy czołowym zderzeniu.
    I tak sobie jadę i taka myśl: „ile brakuje?” lekki ruch kierownicą i stajesz się kimś, kto decyduje o życiu. To nie wzięcie pistoletu, siekiery czy sznura w dłoń i wykonanie wyroku. To tylko jeden, delikatny ruch. Skręt w lewą stronę w odpowiednim momencie i ginie kilka osób.
    A mówi się, że co innego zabójstwo, a co innego wypadek. Pijani kierowcy nadal w naszym kraju nie są karani. A tak naprawdę są razem ze swoim autem zagubionym pociskiem, nad którym nikt nie panuje.
    I warto czasem pomyśleć, za każdym razem jak się wsiada do auta, jak duża odpowiedzialność spoczywa na nas, naszych nogach i rękach.
    Nie chcę prawić tu morałów. Sam przekraczam prędkość, łamię czasem przepisy i lubię przycisnąć. Ot taka moja mała refleksja…

    A felieton – WSPANIAŁY.

    PS. Choć to nie ma wiele wspólnego z przesłaniem felietonu, to sam też zauważyłem, że kierowcy tej samej marki (auta na podobnym poziomie) mają do siebie pewien szacunek. Oczywiście, że nie jest to reguła i kierowca nowej Hondy Legend nie będzie machał rękoma na przywitanie do kierowcy Civika 5gen. Co mnie ostatnio bardzo zaskakuje, to kierowcy BMW. Każdy ich wyklina, śmieje się, że buraki czy cwaniaki, dresiarze itd… a ostatnio mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że kierowcy BMW są jednymi z najbardziej uprzejmych na drogach woj. mazowieckiego. Co innego kierowcy Octavii ostatniej generacji. Wiem, że większość to normalni, porządni ludzie. Jednak spora część to strasznie sfrustrowani ludzie. Ciekawe czy to praca, auto czy rodzina ich doprowadza do frustracji, którą potem muszą wyładować na innych kierowcach.

  • macieko.

    Apeluje z tego miejsca o więcej życzliwości wśród kierowców. Podziękuj drugiemu gdy ten Cie wpuści i sam w miare możliwości wpuszczaj innych. Gdy jest korek jeździjmy na tzw. suwak. Bądźmy ludźmi. Niestety na naszych drogach każdy chce być pierwszy, najszybszy co razem ze słabymi drogami, niskimi mandatami za wykroczenia i nauką jazdy „pod egzamin” daje rezu;tat w postaci tylu śmiertelnych wypadków. Nie wspominając o jeżdżeniu pod wpływem co powinno być karane dużo bardziej surowo niż obecnie. Pozdro

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Prawo jazdy to można powiedzieć „licencja na zabijanie”. I właśnie tym potencjalnym „zabójcom” musimy ufać i nie możemy zapominać, że sami też nimi jesteśmy. Ale rozważania na temat prawa jazdy jako takiego, egzaminu na prawko i (chyba zbyt niskiego) limitu wiekowego to temat na osobny felieton i osobną dyskusję.
    Dzięki za taką pozytywną ocenę tekstu :)

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Popieram w 100%. Odnośnie życzliwości, to dziękujemy za wpuszczenie, bo u nas wręcz nienaturalne jest to, że ktoś właśnie wpuszcza nas bez protestów. Niemniej jednak to bardzo miły zwyczaj, sam go stosuję i jest miło gdy ktoś mi też podziękuje.

  • Rafał Warecki

    Ja uwielbiam jak się wrzuci kierunek do zmiany pasa i wtedy samochód kilka metrów za tobą gwałtownie przyspiesza, żebyś czasem nie wjechał w lukę przed nim ;D

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Naprawdę nie wiem co kieruje takimi ludźmi…

  • http://www.facebook.com/people/Piotr-Ślusarczyk/100001143716146 Piotr Ślusarczyk

    Naprawdę nie wiem co kieruje takimi ludźmi…

  • Audipower18T

    Bardzo możliwe, iż kierownica:D

  • Marcin Łobodziński

    W odpowiednim momencie zawsze można się wbić. Gdy auta ruszają, to zawsze znajdzie się ktoś kto albo nie ruszy żeby wpuścić, albo się spóźni i można to wykorzystać. I tu czasem się trafi pacan, który się zagapi, Ty wskakujesz przed niego a on wtedy trąbi. Żenada…
    Ja jak mam potrzebę zatrąbić, to zazwyczaj zanim zdążę sobie przypomnieć, gdzie mam przycisk klaksonu to już mija potrzeba. Natomiast niektórzy kierowcy z tablicami zaczynającymi się na W… mają ciągle rękę na pulsie (czyt. na włączniku klaksonu)

Pieszy – kto to jest i o czym powinien pamiętać? [poradnik]
Pieszy – kto to jest i o czym powinien pamiętać? [poradnik]

Zamknij