Supersamochody są bez sensu... [felieton]

Fot. David Kaiser (2007)

Fot. David Kaiser (2007)

…ale za to je kochamy. Absurdalne pojemności silników, piekielna moc, niemożliwie wysokie spalanie i szokujący wygląd. Do tego przepiękny dźwięk dobiegający spod maski i z układu wydechowego.

Co z tego, że nie nadają się — w większości — do jazdy na co dzień, są niepraktyczne i na dobrą sprawę nigdy na publicznych drogach nie wykorzystamy w pełni ich osiągów. To też nie ma znaczenia. Tak naprawdę największy problem z superautami jest taki, że my, prawdziwi miłośnicy motoryzacji, ich nie posiadamy.

Fot. David Kaiser (2007)

Właścicielami supersamochodów są zwykle bogaci ludzie, traktujący je jak eksponaty muzealne. Nie po to Ferrari wymyśliło wszystkie technologie, od których kręci się w głowie, gdy ktoś próbuje nam wytłumaczyć ich działanie, żeby jego samochody stały w garażu z przebiegiem kilkudziesięciu kilometrów. Superauta to dzieła sztuki, ale sztuki użytkowej. Są po to, żeby nimi jeździć. Nie mówię, że nie można ich podziwiać i "jeść ich oczami". Powinno się to robić po przejażdżce i patrząc na taką maszynę z myślą "jeździ wspaniale i jeszcze jak wygląda!". A nie popatrzeć, odkurzyć karoserię i pomyśleć: "fajnie, że je mam".

Ferrari Enzo

Superauta mają nie tylko przykuwać wzrok, ale też wyrywać z furią spod świateł. Zresztą przyjemność z jazdy można też czerpać, powoli się tocząc. Dlatego większą sympatią darzę kogoś, kto jeździ i nawet uszkodzi swój samochód, bo to znaczy, że chciał się nim nacieszyć, że go po prostu używał, niż tego, kto chowa go przed całym światem w swoim garażu.

Jak to naprawdę jest z praktycznością supersamochodów? Napisałem, że są niepraktyczne. Ale to generalizowanie — co powiecie na Porsche 911 albo Maserati GranTurismo? Supersamochody, a do tego nadają się do jazdy na co dzień. Po co mieć Ferrari Enzo, czyli ekstraklasę, skoro u nas ciężko będzie nie uszkodzić takiego monstrum. Wyobraźcie sobie, że musicie pokonać próg zwalniający albo widzicie sporą dziurę w jezdni. Będzie bolało.

Polska droga

Zobacz również: Bugatti Veyron - spotting

Nasze polskie warunki czasami nawet lepiej określić tak: „jadę sobie dziurą, a tu nagle droga”. Ale trzeba też przyznać, że budowa i remont dróg powoli idą w dobrą stronę. Nasze supersamochodowe wymagania i marzenia warto jednak obniżyć do bardziej racjonalnych samochodów, które dalej są bardzo drogie, ale już nie tak niebotycznie.  Tyle że większości z nas na nawet takie cuda nie stać i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się to zmieni.

Droga to miejsce, gdzie wszyscy sobie ufamy [felieton]

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Felietony:

Auta typu SUV - wady i zalety [felieton] Co się stało z manualnymi skrzyniami biegów? [felieton] Czy przez Panamerę i Cayenne Porsche jest gorsze? [felieton] Kilka słów o F1 [felieton]