Kilka słów o F1 [felieton]

Renault

Renault

O nowym zespole w F1, który powstał w Polsce. Co ma wspólnego Webber, Schumacher i Button z  PlayStation. Wreszcie dlaczego są jedynie pionkami w zupełnie innych mistrzostwach niż nam się wydaje? O tym wszystkim przeczytasz tylko tu…

Znamy się na wszystkim

Polacy od zawsze „specjalizowali się” w niektórych dyscyplinach sportowych. Od lat jesteśmy ekspertami od piłki nożnej, choć nie mamy reprezentacji, która mogłaby normalnie dostać się do MŚ lub ME. A mimo to, np. Mundial, jest świętem ważniejszym dla naszego społeczeństwa, niż Wielkanoc.

Gdy na arenie międzynarodowej pojawił się Adam Małysz, staliśmy się „ekspertami” i fanami skoków narciarskich. Cóż z tego, że wcześniej nikogo ta niezrozumiała dyscyplina nie obchodziła. Bo przecież co to za sport, gdzie zawodnik skacze dalej, a przegrywa zawody z tym, który skoczył bliżej? Przez lata mogliśmy „oglądać Małysza”, bo oczywiście oglądaliśmy „Małysza”, a nie np.  Turniej Czterech Skoczni. Cieszyliśmy się jego sukcesami, a teraz gdy ten postanowił wystartować w Dakarze…

No właśnie. Jak go potraktujemy, gdy odpadnie na samym początku w wyniku dachowania, albo jak zajmie 90 miejsce? Tak jak Pudzianowskiego po przegranej walce na KSW? Nie sądzę. Większość z nas nawet nie odnotuje tego startu, bo Dakaru już dawno nie ma, nikogo nie obchodzi, a ponadto Adam Małysz jest naszym idolem.

fot. Przemek Skóra/ Goodshot.pl

Najtrudniejszą przemianę naszej „narodowej dyscypliny” przeszliśmy, gdy jakiś Polak, pojawił się w Formule 1. To dopiero głupi sport. Jeżdżą w kółko, wymieniają opony, tankują. A mimo to w ciągu roku, staliśmy się ekspertami od F1. Oglądając „Kubicę” ( nie Grand Prix F1) nauczyliśmy się co to są pit stopy i wiemy już, że dużo zależy od opon.

Tym Polakiem, który zrewolucjonizował nasze społeczeństwo, pod względem oglądalności sportów motorowych jest Robert Kubica. Człowiek, który niemal całe życie spędził we Włoszech. Tylko dzięki temu stał się tym, kim dziś jest – jednym z najlepszych kierowców Formuły 1.

World Copyright: Steven Tee/LAT Photographic

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Nie dzięki wsparciu rządu, jak Vitaly Petrov. Nie dlatego, że wspierał go jakiś duży sponsor, jak Santander wszędzie chodzi za Alonso. Nie dlatego, że znalazł mentora, jak niemal wszyscy kierowcy z Finlandii, którzy osiągnęli cokolwiek w wyścigach i rajdach. Tylko dlatego, że wyjechał z Polski. Czy on na pewno jest polskim kierowcą? A może to Polak, który jest włoskim kierowcą…?

Tak czy inaczej, "Kubica" to dziś eponim Formuły 1 w naszym kraju. Wspieramy Roberta w każdym wyścigu. Jednoczymy się z nim w bólu, gdy przechodzi ciężką rehabilitację. Trzymamy kciuki, żeby jak najszybciej wrócił do swojego zespołu. Jednocześnie solidarnie, nie wiadomo dlaczego, nienawidząc Nicka Heidfelda.

Polski Lotus Renault

A skoro już jesteśmy przy zespole Roberta Kubicy, to dochodzę do wniosku, że w naszym kraju powstał jakiś nowy zespół o nazwie Lotus Renault. Z tego co mi wiadomo, taki zespół istnieje, ale nie jeździ i raczej nie będzie w nim jeździł N. Heidfeld czy V. Petrov. Jest to zespół Tony’ego Fernandesa.

A teraz uwaga! Tak wygląda bolid Lotus-Renault

Pewnie teraz myślicie: „co ten człowiek bredzi?” Zastanówcie się, przyjrzyjcie, przypomnijcie jak zawsze było – zwracam się do tych, co zawsze oglądali F1 a nie „Kubicę”. Jeśli nadal nie wiecie o co chodzi, to już tłumaczę.

Odkąd pamiętam, zespoły F1, zawsze nazywało się w dwojaki sposób. Jako firma, całe przedsięwzięcie, taki zespół ma pełną nazwę, w której umieszcza się nazwę stajni, czasem producenta silników i zawsze nazwę sponsora tytularnego. Takiej nazwy używa się w prezentacjach czy podczas promocji zespołu, na imprezach itp.

Drugi sposób nazewnictwa używa się podczas relacji wyścigów, gdy mówimy o zespole jako o stajni wyścigowej, a nie firmie. Zawsze obowiązywała zasada, że nazwę stajni wymienia się jako pierwszą, potem nazwę dostawcy silników. Wyjątki oczywiście są. Pamiętacie stajnię BMW-Sauber? To dlatego, że BMW kupiło Saubera, a nazwę stajni Petera Saubera pozostawiono, dając  tym samym wyraz szacunku dla jej założyciela.

A teraz mamy drugi wyjątek, którego zupełnie nie rozumiem. Polacy wymyślili sobie drugi zespół  Lotus Renault. Tak, drugi bo już jeden taki jest. Bolidy zespołu Team Lotus wyposażone są w silniki Renault, więc jest to zespół Lotus-Renault. Jak nie wierzycie, to obejrzyjcie najbliższy wyścig i zobaczycie, co będzie wyświetlone pod nazwiskiem Kovalainena czy Trulliego. Wejdźcie sobie na F1.com aby zobaczyć wyniki z ostatniego GP Turcji. Jakie auta są na 7 i 8 pozycji, a jakie na 18 i 19?

Pomimo ogromnego napisu na skrzydle, to nie jest żaden Lotus

Tymczasem zespół Renault - bo tak powinniśmy go nazywać – to Lotus Renault GP - tak brzmi prawidłowa, pełna nazwa. Skoro nasi komentatorzy i dziennikarze, mówią "Lotus Renault" (odnośnie zespołu Renault) to dlaczego nie mówią Scuderia Ferrari Marlboro czy Mercedes GP Petronas F1 Team? Lepiej wprowadzać nas w błąd. Teraz nie jeden kibic „Kubicy” myśli, że Renault to Lotus, nie wiedząc o tym, że Lotusy jeżdżą z tyłu stawki. Nie dość, że naprawdę trudno zrozumieć ten sport ludziom, którzy nigdy nie oglądali wyścigów, to jeszcze komentatorzy robią nam dodatkowy mętlik.

Co więcej, nie tylko nasi komentatorzy. W wielu artykułach, na niektórych słabszych serwisach internetowych czyta się o Lotus Renault. Te lepsze nie pozwolą sobie na taki błąd. Czytam ostatni numer pisma F1 Racing i nie znajduję ani jednego "Lotus Renault", odnośnie stajni z Enstone. Tymczasem na portalu, na którym niejeden z Was ma pocztę, nawet w wynikach pisze się "Lotus Renault".

Dlaczego nikt nie mówi o bolidzie Hamiltona Vodafone McLaren Mercedes?

Drodzy redaktorzy, komentatorzy i fani Kubicy. Zrozumcie, że Lotus w stajni Renault jest jedynie sponsorem, napisem na tylnym skrzydle, a nie twórcą bolidu, którym jeździ Heidfeld i Petrov. Jeśli już nie potraficie z tego zrezygnować, przyznając się do błędu, to bądźcie na tyle konsekwentni i zacznijcie mówić/pisać o Vodafone McLaren Mercedes, Sauber F1 Team, AT&T Williams…

KERS i DRS czy to ma sens?

Można pomyśleć,szczególnie po GP Turcji, że to najlepsze zmiany jakich dokonano w czasie ostatnich kilku lat. Ale nie wiem czy zwróciliście uwagę, że DRS można używać tylko w jednym miejscu, w określonych warunkach. Tymczasem w Turcji kierowcy wyprzedzali się wszędzie. DRS nie był niezbędny, aby wyścig był ciekawy. Czy walka Hamiltona z Buttonem na początku wyścigu miała sens?

Na pewno pokazała, że DRS ułatwia wyprzedzanie. Tylko po co urządzenie ma ułatwiać wyprzedzanie. Chcecie więcej wyprzedzania? Założę się, że gdyby McLareny wyprzedzały się tak na zmianę przez 20 okrążeń, powiedzielibyście, że to nudne, bez sensu. Raz ty mnie, raz ja ciebie…

McLaren

Jest jeszcze KERS. Urządzenie, które ma sprawić, że F1 będzie bardziej zielona. KERS stał się urządzeniem defensywnym, w obronie przed DRS-em. Kierowca z tyłu włącza DRS, jeśli ma „życie” to również KERS. Ten atakowany broni się KERS-em. Co to do diabła jest?

Nic dziwnego, że Vettel jest szybszy od Webbera, a Hamilton od Buttona. To dzieciaki wychowane na gadżetach, Vettel lubi gry na PlayStation, więc radzi sobie z guziczkami na kierownicy. Czy tak ma wyglądać mistrz? Ten, który lepiej skorzysta z guziczków.

Sebastian Vettel nie jest głupi. Odkąd trenuje na PlayStation jest mistrzem świata (fot.carmagazine.co.uk)

A co do cholery z talentem, szybkością, odwagą? J. Villeneuve w ostatnim numerze F1 Racing powiedział:

„wciśnięcie guzika w celu wyprzedzenia rywala nie jest według mnie umiejętnością

Zgadzam się z nim w 100%. Posłuchajcie komentarza wyścigu. Więcej tam gadają o DRS i KERS niż o manewrach. Przygotujcie się na to, że kierowcy szybko się przystosują i wyprzedzanie będzie polegało na trzymaniu się blisko przez całe okrążenie, aby w odpowiednim momencie wcisnąć przycisk. Będziemy mieli to samo na okrągło. Poza tym co to za wyprzedzanie? To omijanie.

Druga sprawa jaką poruszył „szczery Jacques”, to kwestia opon. Na początku też mi się podobało to całe zamieszanie i ciągłe zmiany na pozycjach. Ale po obejrzeniu Turcji zupełnie zgłupiałem. Choć był to wyścig, który na pewno utkwi w naszej pamięci, jako najciekawszy w historii współczesnej F1, to niestety zabrakło mi w nim czegoś, co nazywam ściganiem.

Emocjonujemy się wyprzedzaniem, ale nie dajmy się zwieść - to tu

Wszystko zależało od guzików i strategii. Ilość zjazdów na zmianę opon decydowała o wyniku. A ja chcę mistrzostw, w których wszystko będzie zależało od szybkości bolidów i umiejętności kierowców, ich talentu. Chcę więcej takich kierowców jak A. Jones, G. Villeneuve, A. Prost, A. Senna , N. Mansel i L. Hamilton, a nie "wciskaczy guzików". Chcę znów jednego kompletu opon na wyścig. A być może dwóch, krótszych wyścigów jak w WTCC.

Gdy kilka lat temu, trwały zacięte dyskusje jak ułatwić wyprzedzanie, Bernie Ecclestone powiedział:

„Uważaj o czym marzysz

Miał rację. Jeśli ułatwisz wyprzedzanie, to szybsze bolidy będą jeszcze łatwiej wyprzedzały te słabsze. Gdy dwa będą takie same, to będą się wyprzedzały do znudzenia. Ja wolę przez cały wyścig ściskać kciuki za jednego z kierowców, tak jak to było w finałowym Grand Prix sezonu 2010. Alonso, gdyby miał guzik od DRS, pewnie byłby mistrzem świata. Zobaczcie jak to brzmi!

Mistrzostwa zespołów czy kierowców?

Skoro już jesteśmy przy najlepszych kierowcach świata, to poruszę pewną kwestię. Ostatnio rozmawiałem o tym z ojcem, który nagle wyskoczył z tekstem:

„Ale to nie są mistrzostwa kierowców, lecz konstruktorów”

Po chwili stwierdziłem: „Masz rację do diabła!”

Grand Prix nigdy tak naprawdę nie polegała na rywalizacji kierowców. Choć to głównie tym się pasjonujemy, to tak naprawdę kierowcy są tylko pracownikami zespołów. To zespoły zbudowały potęgę F1. To właśnie po to powstała Formuła 1. Żeby stajnie wyścigowe, a potem producenci, rywalizowali o tytuł mistrzowski. Ok, niektórzy kierowcy przeszli do legendy, ale to samo dotyczy projektantów. Zobaczcie, że Williams, choćby wlókł się na samym końcu, nadal będzie zespołem-legendą.

Zwycięstwo należy do nich wszystkich. Kierowcy to tylko część zespołu (Photo by Clive Mason)

Nawet we współczesnej F1, ważniejszy jest tytuł zespołu niż kierowcy. Znacie teksty typu „dowieźcie punkty” , „utrzymajcie pozycje”, „pracujemy dla zespołu”. Po każdym wyścigu, na każdej konferencji prasowej, kierowcy dziękują zespołom. Za co? Za to, że dały im możliwość wygrywania, jeżdżenia, cieszenia się z własnych tytułów mistrzowskich.

Właśnie dlatego jestem absolutnym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju unifikacjom. Chcę różnych silników, różnych bolidów, różnych rozwiązań, chcę szalonych pomysłów Colina Chapmana i tych nie zawsze legalnych Geoffa Willisa, a nie standardowych silników 1,6 turbo. Chcę rywalizacji zespołów, bo to ich mistrzostwa. Jak bym chciał oglądać wyścigi pucharowe, poszedłbym na Kia Lotos Cup.

Zostawcie Red Bulla w spokoju!

Jeśli dojdzie do unifikacji wszystkich części, to legendarne nazwy Williams i McLaren stracą sens. A tak przy okazji nazw. Odczepcie się od Red Bulla!

„To nie nazwa zespołu, a producenta puszek”- ile razy o tym czytałem, tyle razy dostaję szału. To tylko nazwa, nazwę można mieć taką, czy inną, a Red Bull i tak brzmi lepiej niż Virgin (dziewica?) czy Force India (jak film akcji z Bollywood). Chyba nie powiecie, że wolelibyście legendarne Arrowsy i Minardi, walczące o budżet na kolejny wyścig, w którym wystawią bogatych kierowców w bolidach sprzed 3 lat. Zdecydowanie bardziej wolę "Coca Cola F1 Team" czy "Nike F1 Sport Racing" ścigających się na równi z Ferrari.

Red Bull Racing F1 to rasowa stajnia wyścigowa. Zostawcie już w spokoju tę nazwę (Photo by Paul Gilham)

Chłopcy, wyluzujcie trochę

Popatrzcie na kierowców F1. Chłopcy mają po 20–30 lat, a zachowują się jakby wyprano im mózgi, jakby nigdy nie bawili się w piaskownicy. A może tak jest. Bo przecież są tacy sztuczni, tacy nienaturalni w tym co mówią i jak się zachowują.

F1 zmieniła się przez ostatnie 20 lat. 25-latek jest już za stary na debiut. Musi więc w wieku zabawy w kowboi i Indian, jeździć w profesjonalnym zespole gokartem. Wyobraźcie sobie taką presję w wieku 10 lat. Nie dziwi mnie więc, że nie mają uczuć. Są jak dzieciaki z klubu młodych geniuszy. Uczą się komercyjnej gadki o sponsorach, pracy zespołu itp.

Bardzo ładnie chłopcy. Bawcie się póki jesteście młodzi

Posłuchajcie/przeczytajcie jakieś wypowiedzi kierowców F1. Zespół, praca, postęp, potencjał… Zawsze to samo. Jakby mieli to samo do powiedzenia w każdej sytuacji. Jednak wcale mnie to nie dziwi. Nikt nie mówi o ich dzieciństwie, nikt nie mówi jakie mają hobby a w Polsacie słychać tylko, kto kogo lubi, a kogo nie. Wiemy, że Kubica przyjaźni się z Alonso i Hamiltonem. Wiemy też, że Hamilton nie lubi się z Alonso.

Największy konflikt między kierowcami od czasów Prosta i Senny. Tamtem był prawdziwy, ten wymyślony przez media

Tak naprawdę konflikt tych ostatnich został nakręcony przez media. Na linii Hamilton-Alonso nie było żadnego konfliktu. Konflikt był między Fernando a McLarenem — zespołem. Hiszpan chciał, aby poświęcać mu więcej uwagi, szczególnie za to, ile wkładu włożył w ten zespół. A media z własnej niewiedzy wciskały nam kit o tym, jak to Alonso nie lubi Hamiltona. A co niby jeden drugiemu zrobił?

No nic, wróćmy do kierowców. Oglądaliście kiedyś relację WRC? Zobaczcie jak tam zachowują się zawodnicy. Bawią się, żartują, dowcipkują. Nikogo nie zdziwi widok Solberga siedzącego w aucie Hirvonena. Nikogo nie zdziwi widok kierowców bawiących się w sposób pokazany na zdjęciu poniżej.

Wyobraźcie sobie w tej sytuacji Schumachera, Barrichello, Alonso, Vettela i Hamiltona

Trochę brakuje tego luzu chłopcom z F1. Niestety to się nie zmieni. Od dzieciaków wymaga się wyników na najwyższym poziomie. Zobaczcie co się stało z N. Hulkenbergiem czy kiedyś z N. Piquetem, albo R. Grosjeanem. Dlaczego tak napiętnowano Hamiltona za to, że spalił gumę swoim prywatnym Mercedesem? Co ma palenie gumy wspólnego z zagrożeniem — szczególnie w wykonaniu najlepszego kierowcy świata.

Na kierowcach WRC nie ma takiej wielkiej presji, choć jak na ironię losu jest to bardziej elitarny sport. Owszem, można startować w Rajdowych Mistrzostwach Świata nawet prywatnym samochodem. W F1 tego nie ma. Jednak zespołów fabrycznych jest znacznie mniej. Foteli w czołowych zespołach również.

Prywatne zespoły, trzecie samochody? Dlaczego nie…

Dlaczego w F1 jeszcze nie ma prywatnych zespołów? Dlaczego to taki problem? Nawiązując do tego co piszę wyżej, F1 przestaje być elitarna. Co z tego, że mamy aż 12 zespołów, skoro tylko 6 może walczyć o podium? Dlaczego nie dać szansy kierowcom, którzy na nią zasługują? Mam na myśli Sutila, młodego Sennę, Hulkenberga, Grosjeana, młodego Piqueta, Kobayashi'ego czy di Restę.

Ferrari już od dawna o to walczy. Nie mówią o prywatnych zespołach, ale o trzecich samochodach czołowych stajni. Założę się, że o wiele lepiej wyglądałaby F1 bez tych Virginów, HRT i Force India. W zamian dostalibyśmy po jednym dodatkowym Ferrari, McLarenie, Mercedesie, Red Bullu i Renault. Lotusa bym nie ruszał bo idą w dobrym kierunku. O ile M. Gascoyne nie wyleci z zespołu i zatrudnią wreszcie dobrych kierowców, to będą mieli jeszcze swój wielki dzień.

A gdyby tak jeszcze dwa takie auta...?

Ja widzę to tak. Trzeci McLaren nie musi nazywać się McLaren. Wystarczyłby bolid McLaren, przygotowany przez McLarena, ale w barwach HRT czy Force India. Każdy wiedziałby, że to McLaren z silnikiem od Mercedesa, ale zespół byłby prywatny, założony przez pana Vijay Mallya. A co Wy o tym myślicie?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Felietony:

Auta typu SUV - wady i zalety [felieton] Co się stało z manualnymi skrzyniami biegów? [felieton] Czy przez Panamerę i Cayenne Porsche jest gorsze? [felieton]

Popularne w tym tygodniu:

Czy kultura CB radio umarła? Ile milionerzy płacą za bycie wyjątkowymi? Czyli o najdroższej opcji w ofercie Problem z drogami gruntowymi. Nie wKURZaj ludzi swoją jazdą!